3 grudnia 2001


Cześć wszystkim! Tutaj Alex z The Calling, który pisze do was wszystkich poraz pierwszy w swoim Tour Diary. Będę pisał do was każdego tygodnia, żebyście na bierząco wiedzieli o tych wszystkich szaleństwach. Teraz jestem w Pensylwanii, w obskórnym hotelu z Sean'em (gitarzysta z gęstymi blond- kręconymi - włosami). Dopiero co mieliśmy małą przerwę, po trzech miesiącach koncertowania, by wrócić do domu do LA i spędzić trochę czasu z naszymi rodzinami na święto Dziękczynienia. Teraz z powrotem wróciliśmy by robić to co do nas należy. Do tej pory koncertowaliśmy przez dwa miesiące z naszymi przyjaciółmi z Lifehouse, a teraz sami gramy koncerty. Niesamowicie jest grać długi występ każdego wieczoru dla ludzi, którzy przyszli nas zobaczyć. Nie ma nic lepszego jak patrzeć na was, kiedy śpiewacie i bawicie się z nami każdego wieczoru... Nie umiem nawet opisać jak wiele to dla nas znaczy. Dziękuję.

Teraz opiszę wam mój zwyczajny dzień na trasie, więc wszyscy będziecie sobie mogli wyobrazić to całe szaleństwo. Budzę się w naszym autobusie, na hotelowym parkingu, pośrodku niczego. Chodzimy z Sean'em do wielu stacji radiowych, gramy piosenki akustycznie i ględzimy. W pewnym momencie dnia znajduję sekundkę żeby zjeść "Wendy" poraz 90 - milionowy raz z rzędu. Kończymy na tym, że jeździmy autobusem 12 godzin, a następnego dnia to wszystko zaczyna się od nowa... I zakurwiście to Kocham! Kiedy mamy wolne dni, zespół i ja chodzimy do ekscytujących miejsc, takich jak Walmart i centrum handlowe (he, he, he). Świetnie jest kiedy znadujemy się w pięknych miastach i możemy chodzić i robić zakupy...wszyscy jesteśmy "ubraniowymi dziwkami". W każdym razie w grudniu zapowiada się dużo zabawy, bo będziemy grali tylko radiowe koncerty. Zobaczę wszystkie inne zespoły, które grają każdego wieczoru, co strasznie lubię robić i zobaczę się oczywiście z wami! Proszę nie zwlekajcie, by przyjść do mnie i pogadać jeśli chcecie... Naprawdę to docenię. Będę do was pisał przez następne tygodnie. Na pewno będzie mnóstwo szalonych opowieści do napisania. Już mam ich kupę, ale zachowam je do następnego razu. Dziękuję wam, że to czytacie i odezwę się do was wkrótce!

- Alex



19 grudnia 2001


CZEŚĆ WSZYSTKIM! Tu znowu Alex. Piszę, żeby dostarczyć wam, fanom i przyjaciołom, wszystkich plotek i szaleństw, jakie dzieją się w moim życiu na trasie. Wszystko szło dobrze i cudownie było móc się spotkać z wami wszystkimi (jeśli jeszcze się z wami nie spotkałem, przyrzekam, że przybębę wkrótce do waszego miasta). W niedzielę, 16 grudnia odbył się nasz ostatni koncert w Miami, który poszedł nam bardzo dobrze. Reszta chłopaków : Billy (bas), Nate (perkusja), Sean (gitara), pojechali do domu na święta. A ja, zostaję w Miami na kilka dni, by się zrelaksować i może trochę opalić moje biedne, blade, małe ciałko. Zwyklę łapię opaleniznę typu "różowego" albo "kurwa! Nie dotykaj mnie". Tak czy inaczej, od ostatniego tour diary, miałem najbardziej ekscytujące, zarąbiście wykańczające i surrealne dwa tygodnie. Zaczęły się od debiutu naszego video fw TRL (wkrótce doszło do 3 miejsca), czyli singla "Wherever You Will Go", które wpadło na niektórych listach na 1 miejsce, i wpadliśmy do dziesiątki największych piosenek w Ameryce! Było mnóstwo niezapomnianych koncertów, ale pozwólcie, że opowiem wam o kilku z nich. W Waszyngtonie graliśmy z zespołem Train i Barenaked Ladies dla jakichś 10 tysięcy ludzi. Tłum był świetny i zaszczytem dla nas było grać z tymi grupami. Nasz koncert poszedł świetnie i na krótko po koncercie zespół Barenaked Ladies przyszedł do mnie z pytaniem, czy nie zaśpiewałbym z nimi ostatniej piosenki. Tak mi pochlebili, że natychmiast powiedziałem tak. To była Świąteczna piosenka z lat 80- tych, której praktycznie nigdy nie słyszałem. Na szczęście mój menedżer miał CD z tą piosenką, więc się nauczyłem część wersu i zagrałem piosenkę z milion razy w autobusie. Pod koniec występu, zapowiedzieli mnie i zaprosili na scenę. Tłum oszalał a ja się zdenerwowałem. Zwylke nigdy tego nie robię. Więc pofałszowałem kawałek i dałem czadu z grupą. Sean wszystko filmował, dlatego, że ja filmuję absolutnie wszystko. Zaprosiłem resztę zespołu na scenę i wspólnie zaśpiewaliśmy ostatni refren ramię w ramię. To było dla mnie duże przeżycie. Jestem tak zajebiście dumny ze swojego zespołu, RCA, i z całej waszej pomocy, dzięki której znaleźliśmy się na szczycie. Być tam z fanami i mieć tak dużo frajdy...to wszystko było takie piękne. Tak czy inaczej, drugi tydzień, stał się tym, co wkrótce nazwałem totalnym szaleństwem. Zagraliśmy sześć różnych koncertów w dwa dni. Przez 4 dni spałem w sumie 4 godziny, i nadal funkcjonuję (dobrze jest być młodym... i brać witaminy). Dużo lataliśmy, żeby dostać się z jednego miejsca do drugiego i wreszcie przybyłem do Nowego Jorku. Co za miasto. Z tym wszystkim przez co przeszli, to nadal dom dla najbardziej pogodnego, pełnego życia, pięknego zbioru ludzi, jakich możesz sobie tylko wyobrazić. Graliśmy koncert na Time Square bardzo późno, o 1 w nocy. Wcześniej na Madison Square Garden był wielki radiowy koncert i mam nadzieję, że w przyszłym roku weźmiemy w nim udział. Ale nawet granie po imprezie było fenomenalne. Podpisywaliśmy się po koncercie przez godziny, mimo tego, że musieliśmy wstać o 5 nad ranem już piąty raz z rzędu. Więc sen nie był dobrą opcją. Wystąpiliśmy u Regis i Kelly, w naszym pierwszym ogólnokrajowym telewizyjnym show. Każdy był niesamowicie miły łącznie ze starym/ą dobrym/ą Regis. Potem prosto pojechaliśmy do MTV żeby nagrać TRL! Byłem tak podekscytowany jakbym szedł pierwszy dzień do szkoły albo coś. MTV wita cię jakbyś był w rodzinie, a nie robił show... tak więc była to długa przeprawa z wieloma rzeczami do zrobienia. Kiedy wszystko zrobiliśmy, odetchnąłem z ulgą. Cały ten dymek i światła i wrzeszczące dziewczyny! Wow one potrafią krzyczeć. Nie wiem jak Carson może jeszcze słyszeć. Wszystko szło dobrze dopóki nie zagrałem pierwszego akordu Wherever You Will Go i moja pieprzona struna pękła! Jakie są szanse, że to się wydarzy. Tak więc rzuciłem gitarę na ziemię i pozwoliłem zrobić Sean'owi to co do niego należy. Myślę, że wszystko poszło O.K. To było takie szalone, zobaczyć was - wszystkich fanów których spotkałem jeżdżąc po USA. Wielu z was przebyło długą drogę żeby nas wesprzeć i nie umiem wyjaśnić słowami jak wiele to dla mnie znaczy. Wyszlibyśmy na Time Square podpisywać się nawet gdyby padało, ale natychmiast musieliśmy jechać do Connecticut na radiowy koncert z Jewel i Smashmouth. Więc przepraszam za to. Następnego dnia pojechaliśmy do Bostonu na dwa akustyczne występy. Bardzo intymnie było grać cały koncert akustycznie i być w stanie rozmawiać z publicznością. Wszyscy śpiewali piosenki razem z nami, to było niesamowite, albo była to "niezła jazda" jak to my - chłopcy z The Calling lubimy mówić. Tego wieczoru na żywo w radiu puszczono z nami wywiad i nasz występ. Ku naszemu zdziwieniu był tam też Lenny Kravitz i rozmawiał z nami przez chwilę. Razem z Lennym odebraliśmy kilka telefonów od wrzeszczących fanek i rozmawialiśmy o życiu w trasie i o miejscach, takich jak Japonia czy Australia. Lenny był jednym z najmilszych muzyków jakich do tej pory spotkaliśmy w przemyśle muzycznym. Tej nocy poszedłem spać o 3 nad ranem, a musiałem wstać znów o 5-ej by złapać samolot tutaj - do Miami. Występ dla radia Y100 poszedł świetnie i był dobrym pożegnaniem tegorocznej trasy koncertowej.

Mocno wierzę, że przyszły rok będzie świetny dla całego świata i The Calling. Nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do domu, by być z moją rodziną, z kotami, moimi samochodami i ze wszystkimi innymi zabawkami... i z moim najlepszym przyjacielem Aaron'em, którego wszyscy znacie. Wrócimy do was wszystkich na początku przyszłego roku z nowymi występami i niespodziankami. Mam nadzieję, że wszyscy będziecie mieć wspaniałe święta i dobrego sylwestra. Nie balangujcie za dużo, bo mamy dużo pracy. Dziękuję jeszcze raz za czytanie pamiętnika i słuchania naszej muzyki. Życzę dużo miłości i pokoju.