14 października 2002


Dom! Ameryka! (Krispy kreme)! (Starbucks)! Telefon komórkowy! Samochód! Koty! Strzelaniny. Zła ekonomia. Grożący terroryści. Smog. Jedzenie warte biliony dolarów gnijące  w portach (?). Możliwe nadejście wojny. Co jest z ludźmi nie tak? Mimo wszystko, dobrze być już w domu. Trudno skoncentrować się na swoim własnym, prywatnym świecie, gdy dokoła dzieje się takie g... ... Ale takie jest życie, prawda? Coż, w naszym małym, ,,Callingowym" świecie aprawy mają się fantastycznie. Nasza podróż dała nam nieźle w kość! Od robienia masażu dziewczynom mdlejącym w Londynie do bycia wyganianym przez płaczących fanów w Brazylli, dwa ostatnie tygodnie trasy były pełne chwil, których nigdy nie zapomnę, o których w przyszłoście będę opowiadał swoim dzieciom, a dzieci moich dzieci swoim. Na szczęście wszystko z Aaronem kamerowaliśmy, bo moja pamięć nie jest taka dobra. Więc cofnijmy się do tych paru tygodni aż do ostatniego dnia w Szwecji, po wypoczęciu od przeciążających zdjęć i przystawek z gąsienic.Pamiętnik z trasy nr #3889724689369696969696969 czas zacząć.


Zrobiłem sobie miejsce w hallu naszego hotelu w Szwecji po siedzeniu w swoim pokoju, nicnierobieniu i napawaniu się tym. Otworzyłem drzwi na zewnątrz. Chłód i jasne światło, do którego moje oczy musiały się przyzwyczaić jakbym wcześniej był niewidomy. Zauważyłem barykady stojące przy wejściu do hotelu, gdzie było pełno zniecierpliwionych dziewczyn. A to co? Wow, nieźle sobie tu radzimy, zgadłem? Niestety, te wszystkie zgromadzone laski ściskały zdjęcia i plakaty Nicka Cartera. Dół pełen węży i wybrakowanego towaru. Nie byłem tym, na kogo one czekały. Później na obiedzie, pan Carter razem z grupą zbirów (tak, on myśli, że jest czarny pod każdym względem) usiadł przy stole obok. Nic do niego nia miałem, wyglądał nawet sympatycznie, ale gdy zaczął gadać o mnie jakieś bzdury, wiedząc, ze siedzę dwie stopy dalej, moje wolne od uprzedzeń myśli roztrzaskały się. Prawdę mówiąc, dla mnie to byłe bezsensowne, ale co mogłem zrobić?>


Następny dzień był bardzo zabawny. Wystąpiliśmy w show o nazwie ,,Wiman", które było totalnie zakręcone. Rozmawialiśmy o ważnych rzeczach, takich jak puszczanie bąków czy bekaniu. Billy zaczął udawać, że jeździ na desce... w tym celu wszedł na biurko gospodarza programu... Wkurzyło mnie to, że nie mogliśmy w tym czasie dać show w Szwecji. Mam nadzieję, że kiedys tam wrócimy. Mieliśmy więc czas aby odwiedzić cudowny Londyn, cudowną Anglię. Zawsze chętnie wracamy do Anglii. Gdy jechaliśmy z lotniska do naszego hotelu, w radiu puścili ,,Adrienne". To był dobry znak, prawdopodobnie ta piosenka bardziej podoba się tam, niż w Stanach...Jej! Rany, zrobiliśmy tam tysiące wywiadów dla rożnych czasopism, stacji radiowych, wystąpiliśmy w wielu programach telewizyjnych. Nie mogliśmy się doczekać naszego show, gdy dowiedzieliśmy się, że wszystkie bilety zostały wyprzedane. To był nasz pierwszy prawdziwy występ w Anglii. Ta noc była totalnie zakręcona!!! Nie graliśmy od półtora miesiąca, więc trochę się martwiłem, żę damy plamę. Tamta publiczność była najlepszą publicznością, jaką do tej pory widziałem. W operze, która była naprawdę pięknym miejscem, pełnym płaczących/wrzeszczących dziewczyn, gdzie lała się woda i rzucano wszystkim, co wpadło w ręce, prawie się popłakałem, zrozumiawszy, jak wspaniała jest ta noc. Moja prawdziwa Mama, którą widziałem pierwszy raz w Niemczech tydzień przed tym występem, przyszła tam i pierwszy raz zobaczyła nasz występ. To był naprawdę bardzo ważny czas dla mnie pod względem emocjonalnym, te wszystkie sukcesy, spotkanie z Mamą - musiałem sobie z tym wszystkim poradzić, ale w dobrym znaczeniu tego słowa.  A, spodobało nam się zabijanie grup dziewczyn! Graliśmy którąś z piosenek i w jej połowie  zauważyłem mdlejące dziewczyny, niesione przez tłum! Co do ...?!  Zupełnie jak podczas występu Beatlesów w latach 60', które można obejrzeć na starych, czarno-białych filmach...  Żartuję, czy ten tłum mógłby być bardziej ekscytujący? Przyznaję, było gorąco jak..., przez co prawie sam zemdlałem. Na szcęście nasza mdlejąca widownia zaczęła oblewać nas wodą, mnie i resztę zespołu :) Czy to w Anglii dobra oznaka? Mam nadzieję.


Gdy już skończyliśmy występ i złapałem oddech, poszedłem do pokoju pielęgniarek odwiedzić dziewczyny, które zemdlały . Chciałem trochę je pocieszyć ;-).Otworzyłem drzwi i już miałem powiedzieć ,,cześć!", gdy usłyszałem: ,,Nie wchodź, bo już na dobre je zabijesz!". Oczywiście, było już z nimi wszystko w porządku, chętnie ze mną rozmawiały. Dowiedziałem się, że przyjechały z naprawdę odległych miejsc, dwie z nich pochodziły z Norwegii i przyniosły nam niezwykle pyszną czekoladę... DZIĘKI! Inne laski narysowały najzabawniejsze karykatury każdego z nas. Aaron na przykład był przedstawiony z ogromną głową i dziewczęcym tułowiem, z falującą na wietrze sukienką... Wyglądali naprawdę świetnie! Chciałem zaśpiewać wszystkim tym, którzy zostali na zewnątrz, ale zrobił się kompletny chaos. Popychanie, skakanie, wrzaski etc.


Gdy zobaczyłem, że jedna z dziewczyn jest zgniatana, zacząłem napierać ten tłum. Wtedy ona zaczęła krzyczeć i bzikować z bólu, tłumacząc się, że jest z kosmosu...tak, właśnie wtedy wróciłem do klubu. To było zabawne, tamtej nocy, kiedy wreszcie skończyliśmy, kilku fanów, którzy wciąż się tam znajdowali zauważyło mnie, moją dziewczynę i ochroniarzy, gdy wychodziliśmy. Zaczęliśmy biec! Gdy uciekaliśmy do samochodu, w którym mieliśmy nadzieję odzyskac swobodę, masa dziewczyn nas goniących zaczęła krzyczeć: ,,Alex, kochamy Twój akcent!" Akcent...? Mój? Nie, to ja kocham wasz brytyjski akcent, on jest taki gorący... Ja mówię jak głupi Amerykanin. A, miałem przyjemność zobaczyć wszystkie grupy dziewczyn ciężko pracujące na ulicy... Wy zrobicie z każdego zawodu niesamowite zajęcie! Bardzo wam wszystkim dziękuję za wspieranie nas, nie mogę się doczekać, kiedy znowu się spotkamy! Tamta noc dała nam niezłego kopa w ... . Już następnego dnia jechaliśmy kolejką do Paryża.


Świadomość, że nie możecie zgubić się w pociągu dodawała mi otuchy. Nasza podróż powrotna do Francji w tym czasie okazała się sukcesem. Klub, w którym graliśmy był cztery razy mniejszy od klubu, w którym dawaliśmy koncert w Londynie, mimo to był pełen ślicznych Francuzek. Było tam strasznie gorąco, nie obyło się także bez problemów technicznych. W połowie koncertu zauważyłem jedną dziewczynę trzymającą wielki transparent z napisem : ,,You guys rock!" (,,jesteście zaj... facetami"). Podobało mi się to... dopóki nie przewróciła go na druga stronę, gdzie widniał napis: ,,And you guys SUCK!" (,,jesteście do d...)...co?! Nie wiedziałem, co mam myśleć. Tej nocy dostaliśmy wiele prezentów, otrzymałem także list napisany tym samym charakterem pisma, który widniał na transparencie. Od razu go otworzyłem i przeczytałem... ,,We love you so much, you guys rock, thanks for coming, blah blah blah... YOU SUCK! YOU GUYS SUCK SSOOOOOO MUCH! YOU'RE THE SUCKIEST SUCKERS!! YOU SUCK SUCK SUCK etc.!" (Tak bardzo was kochamy, dziękujęmy, że przyjechaliście, bla, bla, bla...jesteście do d...! Jesteście do bani tak bardzo! Jesteście najbardziej zasranymi frajerami !!! Jesteście do bani, do chrzanu, do d... itd.!"...............?..........?Okazało się, że ta dziewczyna nauczyła się tych zwrotów od jakiegoś Amerykanina, robiącego sobie z niej żarty, i uznała to za komplementy. Cóż, to zdarzenie dało mnie i całej grupie niezłego kopa w ... .Następnego dnia musieliśmy wstać super wcześnie rano, aby zdążyć na samolot do Brazylii, więc tamtej nocy nie mogłem dawać autografów. To był świrnięty pomysł, abyśmy dostali się do samochodu, odjeżdżając stamtąd. Zawsze mam wyrzuty sumienia, opuszczając kraje, które odwiedzamy bardzo rzadko, nie spotykając się z fanami albo nie dając występu. Lecz czasami naprawdę nie mamy wyboru. Więc jeśli jakiś francuski fan czyta tą notkę, chcę powiedzieć, że kochamy Francję! Niedługo wrócimy! Występ naprawdę budził respekt, a wy jesteście do bani! Żartuję. Od nigdy niesamowicie długiego, nigdy nie kończącego się lotu do Rio, trwającego 134356467523 godzin, Brazylia okazała się wkurzająca. Słyszałem, że jesteśmy tam bardzo popularni, ale ja i grupa nie byliśmy przygotowani na to, co mieliśmy zrobić. Zupełnie jak w Tajlandii... miliony fanów czekających na nas na lotnisku, w hotelach, radiu, telewizji, po prostu setki ludzi... Nasza okolica w Rio była naprawdę piękna, ogromny hotel/uzdrowisko znajdujący się na klifach, krystalicznie czysty ocean, tropikalny powietrze, palmy, wielkie góry z malutkimi domkami zbudowanymi jedne nad drugimi. Mieliśmy wiele konferencji prasowych oraz miliony nigdy nie kończących się wywiadów, które niestety nie pozwoliły nam podziwiać widoków


Nasz koncert w Rio był zajebisty choć byliPmy trochę zdenerwowani graj+/-c w tym gównianym klubie ponieważ nie mogliPmy się dotykać na scenie (to brzmi pedalsko, pozwólcie mi wyjaPnić). Elektryka wariowała i powiedziano nam przed wyjPciem na scenę, że jePli jeden z chłopaków mnie dotknie to dostanie od 50 do 220 voltów, a ja się usmażę... i szczerze mówi+/-c Aaron nie był tym zainteresowany... zreszt+/-, nikt nie był. A więc podczas koncertu podbiegłem do Dino, jak zazwyczaj to robię, chc+/-c go poklepać przyjacielsko po plecach i zobaczyłem to spojrzenie jakby chciał mi powiedzieć "stary, nieee... odddwal się ode mnie!". Potem podszedłem do Aaron`a i jego wzrok wydawał się mówić "Spier***** st+/-d dziwko!". Dzięki temu koncert stał się dla mnie bardzo atrakcyjny :)

Publiczność była wspaniała, najbardziej podobało mi się, gdy tysiące ludzi mówiących po portugalsku śpiewało każde słowo z każdej naszej piosenki po angielsku. Co za przeżycie. Po kilku dniach pracy w Rio przeżyliśmy przerażający lot do Sao Paulo , aby przybyć na umówione spotkanie. Wyobraźcie sobie, skaczący samolot na pasie startowym, prędkośc dwukrotnie większa od normalnej. Niespodziewanie odrywa się od ziemi, lecąc po kątem 900 . Siła ciężkości wypycha was od mózgu do stóp. Wtedy samolot nieoczekiwanie ostro wami szarpie, pchając was na siedzącą obok starszą panią. Patrząc w jedną stronę, widzicie jak wasz samolot zaraz wceluje w ziemię. Patrząc w drugą stronę, widzicie tylko niebo i pieprzony kosmos.


Lecąc nad Sao Paulo możecie naprawdę zobaczyć czemu jest to drugie największe miasto świata...Przysięgam że wyglądało to jak LegoLand. Nasze powitanie na lotnisku niedługo zdobędzie nagrodę dla najbardziej zwariowanych. Aaron i ja filmowaliśmy wszystko, krzyczące dziewczyny biegnące za nami, rzucające nam listy, prezenty i kwiaty. Gdy byliśmy już w samochodzie otoczyły nas z wszystkich stron, stukały w szyby aż pękły, krzyczały "Billy kocham Cię !". Pierwszy list który otworzyłem po tym jak ruszyliśmy był taki: "Alex, chcę się z Tobą kochać" napisany czymś co wygladało na krew. Tak właśnie wyglądało nasze życie przez następny tydzień, tyle że było jeszcze bardziej zwariowane. Po wizycie w każdej stacji radiowej czy telewizyjnej było mniej więcej tak - wychodziliśmy, szukaliśmy naszego środka lokomocji, dwa tysiące dziewczyn rzucało się w pościg za naszymi samochodami, a my śmigaliśmy w stylu Terminatora 2. Podczas jednego z takich występów wręczono nam Platynową Płytę a potem zagraliśmy WYWG. Nie słyszałem jak śpiewam, tak głośno śpiewała publiczność.

Nasz koncert w Sao Paulo był wspaaaaaniaaaaaałyyyyy!!!!! Ponad dwa tysiące oczekujących fanów i dziennikarzy, wszyscy ubrani w ręcznie robione koszulki i kapelusze The Calling. Tym razem obyło się bez mdlejących dziewczyn ;o). Dostaliśmy zwinięty list. Później rozwinęliśmy go na scenie i zobaczyliśmy że miał 50 stóp długości i drobnymi literami było napisane w kółko: KOCHAM ALEXA, KOCHAM AARONA itd. Powtarzało się to chyba ze 100 tys razy, tak myślę, jeśli nie więcej i napisanie go zajęło prawdopodobnie przynajmniej miesiąc. Dla pewności jest w moim bagażu. Czy ktoś z was widział moje zdjęcie z tego występu gdzie latam/skaczę ? To całkiem zabawne. A propos, do tych z was, którzy wpadli na pomysł sprawienia mi nowej garderoby, podróżuję z 12 różnymi kurtkami, 25 koszulkami, 15 parami spodni i 6 parami butów. Na kilku fotkach które widzieliście w Internecie po prostu zawsze "złapali" mnie w tej samej czerwonej kurtce. Aa, ta kurtka jest pomalowana sprayem, a nie brudna. Jestem przesadnie schludną osobą. (Lubię moje okulary słoneczne także). Wiecie że czytam The Loft?. Skoro już o tym mowa to napisałem tam małą notkę jako Alex888, każdy inny nick to bzdura. Innym nie wierzcie. Nie chcę nikogo wprowadzać w zakłopotanie, jeśli ktoś przedtem był zakłopotany tym zamieszaniem to przepraszam.

Wracając do Sao Paulo. GraliPmy spory koncert dla MTV, który miał być pokazany w TV jakiP milion razy, a w tym czasie my zagraliPmy trzy koncerty z rzędu, udzieliliPmy czterech wywiadów telewizyjnch i pięć radiowych. Wszystkie te ważne pytania typu "Hej, Alex, kogo bardziej lubisz, Britney czy Shakirę?", "Jaki jest twój ulubiony kolor?", "Jak+/- bieliznę masz teraz na sobie?" SPIER***AJCIE!!! A co z muzyk+/-?

Ostatni wieczór był bardziej zakręcony niż wszystko co kiedykolwiek zrobiliśmy, przynajmniej nie mógłbym sobie wyobrazić niczego bardziej zakręconego. Mieliśmy późny występ w TV. Wcześniej tego wieczora imprezowaliśmy i wszyscy byliśmy rozbici i zmęczeni z powodu różnicy czasu i czuliśmy się jakbyśmy weszli do Twilight Zone (Strefy Mroku). Przysięgam że słyszałem nawet tamtą piosenkę, ale to był raczej odgłos mojej zdychającej wątroby. Poszliśmy do naszej garderoby. Jeden wysoki gość ubrany jak Rambo powiedział, że podczas występu możemy robić co chcemy...zajebiście. Więc natychmiast poszliśmy do charakteryzatorni jak grzeczni chłopcy. Ja miałem ciemne okulary. Nate miał makijaż i koszulkę z Homerem Simpsonem. Na koszulce Dino było napisane po portugalsku "Uwaga wszystkie dziwki, nie sikać na podłogę"...Spytacie jak powstał ten napis i na dodatek w obcym języku? Ot po prostu łaziłem po studiach zapisując przypadkowe słowa z przypadkowych miejsc w całym budynku i łazience i połączyłem je razem nie wiedząc co z tego wyjdzie... Koszulka Billego miała z przodu olbrzymią strzałę skierowaną na jego wiecie co, z tyłu było napisane coś tak okropnego że nawet nie mogę tego powtórzyć. Aaron był gotowy po użyciu dużej ilości pianki, lakieru i całej butelki żelu. Co się działo ? Streszczając długą historię, wystąpiliśmy, setki dziewczyn krzyczały, Billy opuścił spodnie i pokazał swój tyłek 10 milionowej widowni,[...] tłum szalał, reszta zespołu rozstroiła instrumenty,[...] wszystko to podczas grania WYWG ! TO BYŁO KOMPLETNIE NIENORMALNE !!!

Następnego ranka smutno nam było opuszczać Brazylię, naszym celem było Mexico City w Meksyku, największe miasto świata. Nasz sukces tutaj był zrównoważony, nie było takich zwariowanych fanów wyskakujących przed samochód by go zatrzymać jak w Brazylii.

Fajnie było przyjechać do Meksyku, bo byliPmy bardzo blisko domu i odk+/-d w Los Angeles mieszka jakieP 99,9% Meksykanów czuliPmy się tu jak u siebie. Mój kumpel Jethro jest półmeksykaninem... pozdrawiam Jethro! Mexico City było naprawdę cool i wszyscy fani byli zajebiPci. ZagraliPmy koncert w Hard Rock dla fanów i prasy. Scena miała około 20 stóp wysokości co byłodla mnie dziwne ponieważ na około połowie moich koncertów mam możliwość kontaktu z publicznością. Poza problemami technicznymi i wysokością przez którą w połowie koncertu prawie się porzygałem, publiczność była tego warta. Dopiero pod koniec koncertu zauważyłem, że Aaron ma na głowie ogromne czarne Sombrero większe nawet od całego zestawu perkusyjnego Nate`a a Billy nosił wielki słomiany kapelusz, który zasłaniał mu cał+/- twarz. Dostałem wtedy tak dużo bransoletek od fanów, że zacz+/-łem im je odrzucać.

Meksyk, tamtejsi ludzie i cała ta atmosfera była wspaniała chociaż nie mogliPmy tam znaleĽć żadnego żarcia, które nie smakowałoby jak gó***. MyPlicie, że w Meksyku dostaniecie najlepsze meksykańskie żarcie... nic z tego. Nareszcie mieliPmy dzień wolny co znaczy, że przez prawie cztery tygodnie mieliPmy tylko dwa dni wolne. W każdym razie tego dnia pojechaliPmy pod piramidy dowiedzieć się czegoP o Aztekach i historii ruin powstałych 500 lat p.n.e. To zadziwiaj+/-ce, było tam dziewięć swi+/-tyń wzdłuż głównej ulicy, które symbolizowały dziewięć planet naszego układu słonecznego, ogromna piramida miała symbolizować Słońce, a mniejsza obok niej - księżyc. Po pierwsze, sk+/-d kur** mać wiedzieli 2500 lat temu, że jest dziewięć planet, i to nie wszystko... OdległoPci pomiędzy poszczególnymi Pwi+/-tyniami-planetami a piramid+/--słońcem s+/- dokładnie takie same jak w kosmosie tylko w mniejszej skali. Poza tym, piramidy w Meksyku leż+/- dokładnie na tej samej długoPci geograficznej jak te w Egipcie. Dziwna sprawa. Kosmici? Może Michael Jackson? Kto wie. Wspinaliśmy się na wysokość miliarda kroków (tak naprawdę 250 czy coś koło tego) by wejść na szczyt wielkiej piramidy, gdzie ludzie w dużych grupach się modlili. Widok był niesamowity. Powiem tyle że wszyscy powinniśmy byli użyć kremu z filtrem, ponieważ wszyscy mamy teraz spalone karki a Aaron ma czerwoną twarz. Nie wiedziałem że głowa może być spalona od słońca, jeśli ma się na niej pełno włosów, okazuje się że może. Tego wieczoru zjedliśmy w tej sławnej meksykańskiej restauracji z około 1900 r, która mieściła się w gigantycznej podziemnej jaskini. Było zajebiście aczkolwiek pachniało tam jak krowi placek...pysznie. Kiedy jedliśmy odbywały się tam plemienne tańce przy muzyce. Ja zamówiłem stek, co prawda śmierdział, ale żyję.

Następnego ranka znów wstaliśmy wcześnie, pojechaliśmy na lotnisko i mieliśmy 10-cio godzinny lot do Atlanty. Ten lot nie był taki wariacki jak ten brazylijski, ale przez CAŁY czas były turbulencje. Przelecieliśmy przez olbrzymią burzę nad Amazonią, a potem przez olbrzymi huragan nad Teksasem. Musieliśmy lecieć na wysokości 41 tys stóp, czyli około 11 tys stóp wyżej niż normalnie. Ale nie można było wziąć czegoś do picia, jedzenia, czy wstać by pójść do toalety. [...] NIE, żartowałem, lot przebiegał spokojnie do samej Atlanty. O Boże, to było strasznie wkurzające, iść na odprawę, brać bagaż, znowu iść na odprawę, kontrolę całego bagażu... wszystko po to by opuścić to cholerne lotnisko ! Lotniska ! Latanie ! Zatruwacie mi życie ! Hey, pewnie jesteście ciekawi czemu polecieliśmy do Atlanty, no nie ? No więc, jest sobie taki facet o imieniu Jeff, którego nie znamy, były to jego 40 urodziny, chciał by The Calling zagrali na jego przyjęciu, i Jeff nie jest biedny, The Calling lubi Jeffa. Dedykowałem mu każdą piosenkę podczas naszego 70-minutowego występu, to było naprawdę zabawne, mniej więcej tak: "Jeff, pierwsza piosenka jest dla ciebie. Ta jest dla Jeffa. Tą chciałbym zadedykować Jeffowi! To urodziny Jeffa,chciałbym zaśpiewać tą piosenkę dla niego. Jeff...kocham cię". To była dobra zabawa, aczkolwiek publiczność była, jak by to powiedzieć, nie z naszego rocznika. Może pokolenie chłopaków z Generation Gap?

Teraz jestem w domu, naprawdę zamierzam spróbować odpowiedzieć na pytania jakie wysłaliście do The Loft tyle ile zdołam. CIBAH powoli dociera do rozgłośni radiowych a video powinno być grane w MTV/TRL lada chwila. Coraz bliżej Święta, moja ulubiona pora roku...czas dawania i dzielenia się...i... prezentów :). Ale naszej roboty jeszcze nie skończyliśmy. W najbliższej przyszłości mamy występy w TV, jak np Regis po raz trzeci, obecność na MTV European Music Awards, wizyty w Anglii i prawdopodobnie Francji. Będę śpiewał hymn przed meczem hokejowym tutaj w LA na The Staples Center i denerwuję się !! Pytacie czemu ? Powiem po prostu że moja szkoła była zbyt luzacka żeby uczyć nas śpiewania hymnu i teraz jest to dla mnie pewnego rodzaju test :). Zespół mówi cześć, wszystko jest w porządku, patrzę na Aarona, nadal ma na głowie to olbrzymie sombrero w którym paradował przez całe lotnisko. Cześć wszystkim, do następnego razu, doprowadźcie wasze stacje radiowe do szaleństwa, odwalajcie dobrą robotę jak dotychczas, głosujcie milion razy na naszą nagrodę MTV, skontaktuję się z wami wkrótce byście zaczęli "bombardować" TRL. Wszystkiego najlepszego dla wszystkich moich czytelników !

Running low on clever names,


Runninglow Onclevernames


P.S. Czy to nie było za długie ? Cholera, teraz jest.