Wrzesień 2004


09 września - ACH! W końcu, o 4 nad ranem, dotarliśmy do Seulu w Południowej Korei. Byliśmy zszokowani widząc tony fanów czekających żeby nas przywitać na lotnisku! O 4 NAD RANEM! NO DAJCIE SPOKÓJ! Chyba jesteśmy tu popularni, co? Musieliśmy jednak biec żeby się dostać do samochodu, bo droga do hotelu była długa, a ja wkrótce musiałem zacząć pracować. Jeden fan, chłopak, rzucił mi w twarz prezent a ja złapałem go jak biegliśmy...to była świetna czarna koszulka, mój rozmiar, z jakimś koreańskim napisem na niej. Kobieta z BMG powiedziała mi, że to znaczy "jasny" po koreańsku, więc pomyślałem, ze fajnie byłoby włożyć ją później (co właśnie zrobiłem, nosiłem ją przez cały czas kiedy byliśmy w Korei, ale okazało się, że to nie był koreański napis, i nie znaczyło to "jasny", tylko "przyjaciele" po chińsku...wspaniale). A, tak, to jest interesujące; wkrótce po lądowaniu dowiedzieliśmy się, że przez radar w Chinach została zarejestrowana wielka eksplozja w Korei Północnej. Wyłoniła się tam wielka chmura po wybuchu, na dwie mile szerokości, który [wybuch] zostawił tak duży krater, że był widziany nawet przez satelitów. Z pewnością testy nuklearne...Korea Północna nie powiedziała, co to dokładnie było, to zresztą żadna niespodzianka. Nasz rząd ogłosił, że prawdopodobnie był to pożar lasu. Uch, halo? Pożar lasu nie powoduje takiej eksplozji jak ta, na szerokość 2 mili; nie zostawia w ziemi tak masywnego krateru, że można go zobaczyć z kosmosu! Ludzie, dajcie spokój! Głupie i straszne. W każdym razie, w końcu dotarliśmy do hotelu i poszedłem spać o 6 rano. Praca miała się rozpocząć o 2 po południu, więc miałem trochę czasu na odpoczynek, chociaż moje ciało nie już nie miało pojęcia która do cholery może być godzina i nie było zainteresowane odpoczynkiem. Udzieliłem sporej ilości wywiadów do prasy oraz złożyłem wizyty w radiach/grałem akustycznie przez cały dzień. Chops i ja rozdawaliśmy autografy fanom w centrum handlowym w nocy. To było niezłe!!! Było tam około 200 fanów, ale zakończyło się to największym podpisywaniem, jakie to centrum handlowe kiedykolwiek przeżyło. Ponad 1 200 fanów pchało się w najpopularniejszym sklepie muzycznym w Seulu, żeby zdobyć nasze autografy. Krzyki były tak głośne, że musiałem zatkać sobie uszy kiedy tam najpierw weszliśmy. Wszędzie wisiały zdjęcia mojej wielkiej głowy, zakrywając każdy cal ścian w sklepie!...wysokie na 8 stóp, gigantyczne głowy Alexa! Podpisałem moją gigantyczną głowę na plakatach dla wszystkich fanów. Na nieszczęście mieliśmy czas, żeby podpisać się tylko 550 fanom. Zajęło nam to półtorej godziny. Sacha nakręcił to wszystko moją kamerą...ach te wspomnienia. Chops nie mógł uwierzyć w to, co się działo, w te wszystkie dziewczyny krzyczące do niego! Niektórzy fani płakali, jak mnie zobaczyli, niektórzy nie mogli nawet wypowiedzieć jednego słowa, inni prosto z mostu atakowali mnie i próbowali mnie pocałować czy chwycić moje włosy...wielcy ochroniarze naokoło nas stanowczo ich odpychali. Mówiłem, "Spokojnie! To tylko małe dziewczyny!" Wszyscy inni fani czekający na spotkanie z nami krzyczeli, kiedy im machałem lub mówiłem "hej". To było szalone! Kiedy wreszcie skończyliśmy, poszliśmy do prawdziwej koreańskiej restauracji barbeque na kolację. Była okropna, wierzcie lub nie. Dlaczego tak jest? I co jest z publicznymi toaletami w Korei?...Jedna oślizgła kostka mydła dla wszystkich i jeden brudny ręcznik do podziału? Bezowocne jest nawet używanie ich. Dopiero co uścisnąłem 550 mokrych z nerwów dłoni dziewcząt, więc wywnioskowałem, że warto się umyć przed kolacją, nawet uwzględniając to odrażające miejsce. Po kolacji w końcu poszliśmy spać. Ludzie! To był długi dzień...lecieliśmy całą wieczność na drugą stronę planety, a potem pracowaliśmy cały dzień. Byłem fiśnięty i zmęczony podróżą i zmianą czasu. Spać, spania czas.


10 września - Hej! Cały dzień z prasą! OK.! Więcej wizyt w radiostacjach itp. Miałem 6-stronicową sesję zdjęciową dla "Elle Girl". Mieli tam dywanik z prawdziwego martwego geparda z głową i zębami i szponami i wszystkim innym, na którym ja miałem się położyć podczas sesji. Przez cały czas było mi tak głupio z powodu tego biednego geparda...wciąż głaskałem jego martwą owłosioną głowę, "dobry gepard, dobry gepard". Po sesji Chops i ja poszliśmy nakręcić duży muzyczny show telewizyjny, nagrywany na sali gimnastycznej jakiegoś liceum. 7 000 dziewcząt czekało na nasze i kilku innych koreańskich artystów wystąpienie. Chops i ja zagraliśmy kilka piosenek akustycznie i dziewczyny kompletnie zdziczały! Potem próbowaliśmy opuścić już ten show, i jeszcze raz jakiś debil zgubił nas po drodze do naszego samochodu! Powiedziałem NieeeeE! Nie Znowu! Skończyło się na tym, ze poszliśmy prosto do wejścia do miejsca, w którym dopiero co graliśmy! Oczywiście natychmiast zostaliśmy dostrzeżeni przez setki krzyczących fanów...taniec rozpoczęty. Czas na ucieczkę. Sacha złapał mnie za rękę i ochroniarze i my pobiegliśmy tak szybko jak nam życie miłe do samochodu. Dziewczyny mnie łapały i ciągnęły za włosy...próbując zdobyć kawałek...hmmmm, to mi przypomina Brazylię! Dlaczego musicie chwytać za włosy? Hę? Drogie panie, proszę;) Tak czy inaczej, przeżyliśmy to, trochę zadraśnięci. Chops był w dziewiątym niebie po tej pierwszej w jego życiu ucieczce przed szalonymi fankami. Powiedziałem mu, "Poczekaj tylko, aż polecimy do Brazylii, koleś." Później tej nocy, Chops i ja zagraliśmy prywatny akustyczny koncert dla 200 zwycięzców w małym klubie. MTV nakręciło cały występ a piękna MTV VJ była gospodarzem programu. Odpowiedzieliśmy na kilka pytań od wrzeszczących dziewczyn w tłumie, a niektóre z nich wygrały szansę zrobienia sobie z nami zdjęcia na scenie. Mogę wam powiedzieć, że reszta dziewczyn robiła się już zazdrosna. Chops i ja zagraliśmy 6 piosenek i wyszły one świetnie. Publiczność śpiewała ze mną przez bardzo długi czas, to było takie słodkie! Za nami na scenie wisiał kolejny plakat wielkiej głowy Alexa, ale nie żartuję, ten miał jakieś 20 stóp wysokości!...to rozmiar ogromnego samochodu!...wielka głowa Alexa w stylu Godzilli! AAAAHHH! Alexzilla! Po koncercie czułem się głupio w stosunku do reszty publiczności, która nie miała okazji się z nami spotkać, więc dałem każdemu z nich autograf zanim wyszli. Sacha znalazł wcześniej na występie kilka rekwizytów z ubrania policjanta za sceną. Przypuszczam, ze używają tego miejsca też do sztuk. Więc Sacha założył policyjną czapkę i pasek, i dodał do tego jedną z tych czarnych pałek, których gliniarze używają do przywoływania porządku! Sacha bez wahania stanął przy mnie podczas gdy się podpisywałem...machał swoją czarną pałką w stronę fanów i mówił, żeby uważali! Odsunąć się!...Wszyscy się śmiali, on wyglądał tak głupio w tej policyjnej czapce! W końcu wróciliśmy do hotelu i poszedłem do łóżka. Następnego dnia mieliśmy polecieć do Japonii, aby spotkać się z zespołem po więcej szaleństwa.


11 września - Opuściliśmy Koreę wcześnie rano, aby polecieć do Tokio w Japonii. Smutno było mi opuścić Koreę, naprawdę było tam świetnie i wszyscy fani byli tak niesamowici! Wkrótce tam wrócimy aby zagrać koncerty z całym zespołem, jestem tego pewien. Przybyliśmy do Tokio późnym popołudniem i rozpoczęliśmy niekończącą się podróż w korku do naszego hotelu z lotniska...zajęło to 2 godziny. Zasnąłem na mojej torbie, i obudziłem się wyglądając, jakbym spał na gofrownicy. Spotkaliśmy się z resztą zespołu i ekipy w restauracji w naszym hotelu na kolacji. Wszyscy byli totalnie wykończeni niemiłosiernie długim lotem z LA. Wszyscy zjedliśmy kolację z bufetu w naszym hotelu. Wszyscy potem zgodziliśmy się z tym, że ta kolacja była najgorszym posiłkiem jaki kiedykolwiek jedliśmy, od czasu tego śniadania w Brazylii w zeszłym roku, kiedy to w całym jedzeniu były robaki i serwowano nam styropianowe omlety. Wszyscy poszliśmy superwcześnie do łóżek, ponieważ naprawdę byliśmy wykończeni.


12 września - Chops i ja przez cały dzień zajmowaliśmy się japońskimi materiałami promocyjnymi oraz odwiedziliśmy także kilka stacji radiowych. Reszta zespołu miała dzień wolnego, wypożyczyła rowery i jeździła w kółko po Tokio przez cały dzień. Potem narzekali, ze ich "sami-wiecie-co" bolą jak cholera od tych małych japońskich siedzeń w rowerach. Widok Corey'a, chłopaka z farmy w Virginii, jadącego małym japońskim rowerkiem przez Tokio, w jego kowbojskich butach i koszulce z Jonny'm Cashem przedstawiającej piosenkarza wymachującego do wszystkich, jest cholernie zabawny! Zabrałem zespół i naszą ekipę na kolację do tej DOBREJ koreańskiej restauracji z barbeque, w której Sacha i ja jedliśmy kilka miesięcy temu kiedy byliśmy tu w trasie promocyjnej. Wszyscy skończyli na tym, że zjedli za dużo wołowiny. Arms usiadł w złym miejscu przy stole, i wszystkie barbeque na środku stołu, które piekliśmy, wysyłały ogromne chmury dymu ze smażącej się wołowiny prosto w jego twarz przez całą noc. Jego oczy zrobiły się krwisto czerwone, twarz purpurowa...musiał wychodzić co chwila na zewnątrz żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i wypłakać się. Wykurzyliśmy go! Ja założyłem moje okulary od Versace w celu osłonięcia się przed wołowinowym dymem. O tak. Z klasą;). Wróciliśmy do naszego hotelu i poszliśmy do łóżek. Następnego dnia mieliśmy jechać do Osaki na nasz pierwszy koncert.


13 września - Złapaliśmy poranny pędzący jak pocisk pociąg do Osaki. Szybkie jest to cacko! Mieliśmy próbę brzmienia w małej sali w "Klubie Quattro", który mieścił się w środku centrum handlowego. Spotkaliśmy się ze wszystkimi i przywitaliśmy, ochłonęliśmy trochę i potem zagraliśmy koncert o 7 rano. Wszystkie koncerty w Japonii są super wcześnie w porównaniu z innymi miejscami na świecie...i większość artystów, którzy tu przyjeżdżają, nigdy nie robi występów na otwarcie...dziwne. Występ był świetny, chociaż sala była całkiem mała. Musieliśmy poczekać, aż wszystkich 550 fanów opuści klub po koncercie, bo blokowali nasze wyjście na podjazd. Czekali na spotkanie z nami. Dostałem pełno świetnych prezentów; japońscy fani dają najlepsze prezenty! Musieliśmy wstać wcześnie rano następnego ranka żeby wrócić do Tokio, więc nie mieliśmy czasu, aby rozdać wszystkim autografy. W końcu wszyscy fani na zewnątrz poszli sobie i wróciliśmy do hotelu. Przepraszam was! Następnym razem się z wami spotkam, obiecuję!


14 września - Złapaliśmy poranny pędzący jak pocisk pociąg powrotny, a fani podążali za nami cały czas na stacji. Jak tylko wróciliśmy do Tokio, poszliśmy do klubu zwanego "Shibuya Ax". Spotkaliśmy i przywitaliśmy się z australijską zwycięzczynią i jej mamą, które wygrały podróż do Japonii na nasz koncert. To był najlepszy koncert ze wszystkich! Niesamowity show ze światłami, a publiczność tak BARDZO się wczuwała! Ale to takie dziwne jak publiczność w Japonii kompletnie się wycisza w przerwach pomiędzy piosenkami (robią to z grzeczności)...ale co ja mówię, kiedy zespół przygotowuje się do następnej piosenki? Oni mnie tam nie rozumieją! Ja nie mówię po japońsku! Powiedziałem fanom podczas koncertu, że damy autograf każdemu, kto kupi nasz towar po występie. Wow...Skończyło się na tym, że po koncercie podpisaliśmy się ponad 1 000 fanów! Zajęło to zespołowi i mnie dwie godziny! Później zespół i ludzie z naszej wytwórni poszli do restauracji...wszyscy tam wędkowali, w tej restauracji! A jednak nie można było zjeść tego, co się złowiło. Tymczasem ja w hotelu przekopywałem się przez tony prezentów od fanów, które dostałem na koncercie tego wieczoru. Potem wszystkie moje prezenty z Korei i Japonii zostały wysłane statkiem do mojego domu w LA...przechowuję każdą najmniejszą nawet rzecz, zresztą wiecie.


15 września - Dzisiaj cały dzień zajmowaliśmy się promocją w Japonii - wywiady dla BMG, wywiady w stacjach radiowych itp. Jeszcze raz poszliśmy do tej koreańskiej restauracji z barbeque, wywołowinowaliśmy się i poszliśmy spać.


16 września - Pożegnaliśmy się i opuściliśmy Tokio dla Bostonu w czwartek rano. Miły 13godzinny lot do Chicago, a potem następny ponad 2godzinny lot do Bostonu. Już mieliśmy odlatywać z Chicago do Bostonu po 13godzinnym locie, kiedy samolot tuż przed nami musiał wylądować zaraz po starcie...zatrzymując cały ruch na lotnisku. Wszyscy pytali, "Czemu do cholery musiał akurat teraz zawrócić?" Wskazałem na samolot na niebie lecący w naszym kierunku z jednym silnikiem podpalonym i dymiącym się..."Uch, dlatego!" Samolot wylądował bezpiecznie, nikomu nic się nie stało, ale było tam mnóstwo radiowozów policyjnych i samochodów strażackich i karetek pogotowia, czekających na lądowanie. Wyglądało to jakby naprawdę stało się coś poważnego. Przypuszczam, ze jakaś gęś wleciała do silnika zaraz po wystartowaniu i wybuchła albo coś...pech dla samolotu, jeszcze większy pech dla tej gęsi. Proszę, teraz minuta ciszy za tę gęś………….i wiadomość do wszystkich gęsi wokół mnie: NIE WLATUJCIE WY CHOLERNE GĘSI DO SILNIKA MOJEGO CHOLERNEGO SAMOLOTU, NIGDY! Dziękuję. OK., w końcu wystartowaliśmy i przybyliśmy do Bostonu później tego wieczoru. Dobrze było wrócić do Ameryki, chociaż świetnie się bawiłem w Korei i Japonii! Dziękuję wszystkim fanom, którzy przyszli, żeby nas zobaczyć jak gramy, uwielbialiśmy się z wami wszystkimi spotykać i nie możemy się doczekać szybkiego powrotu! W każdym razie, gdy tylko wróciliśmy zespół i ja natychmiast poszliśmy zjeść kolację w California Pizza Kitchen w Bostonie. Takie to dobre! Pizza! W tym momencie jestem już na nogach od 36 godzin...i to wciąż jest czwartek...ludzie, to najdłuższy czwartek w życiu! Czas iść lulu...do następnego razu, dobranoc;)


17 września - Dzień wolny w Bostonie, jej! Czas odpoczynku po kacu wywołanym przez japońską zmianę czasu...


18 września - Dzisiaj wystąpiliśmy na koncercie radiowym dla WBMX w Bostonie. Był świetny program: Maroon 5, John Mayer, Lenny Kravitz, Alanis Morissette, 5 for Fighting, Los Lonely Boys i my! Odbywało się to na arenie, która jest cholernie duża jak na radiowy koncert dla Adult Top 40...zazwyczaj widzi się, że stacje Top 40 mają takie duże koncerty, ale ten jeden miał definitywnie ogromny program sceniczny. Podczas gdy czekaliśmy w naszej przebieralni żeby wyjść na scenę, John Mayer wszedł żeby się przywitać. Dawno go nie widziałem, odkąd graliśmy razem w Parku Olimpijskim w Atlancie 2 lata temu, jak sądzę. To naprawdę miły facet, ale zaraz przed wyjściem z naszej przebieralni powiedział, "Śmierdzi tu psią kupą!" Hę? Więc przez resztę nocy kiedy tylko przechodził przez naszą przebieralnię zatykał nos i nim pociągał. Co do cholery? Występowaliśmy jako pierwsi tego wieczoru i mogliśmy zagrać tylko 4 piosenki...trochę beznadziejnie. Myślałem też, że będziemy grać dla w połowie pustej areny, ale niespodziewanie była ona wypełniona a publiczność była świetna. Zostaliśmy jeszcze potem żeby zobaczyć występ Alanis i Maroon 5. Pod koniec wieczoru byłem totalnie wykończony i wciąż żyłem czasem japońskim, więc padłem...reszta zespołu poszła na imprezę pokoncertową i bawili się z chłopakami z Maroon 5.


19 września - Obudziliśmy się beznadziejnie wcześnie aby rozpocząć dzień podwójnego akustycznego koncertu radiowego zwycięzców. Najpierw pojechaliśmy do Worcester w Massachusetts i zagraliśmy na stacji dla zwycięzców, potem pojechaliśmy do Providence na Rhode Island i zagraliśmy też dla zwycięzców w małym barze. Byli tam sami dorośli fani, co było miłą odmianą na moment (chociaż oczywiście bardzo lubię te krzyczące młode fanki, które znajdujemy wszędzie na świecie!). Justin i Corey usiedli sobie i oglądali mój występ; Chops i Arms grali cały dzień. To dużo zabawy dla nich. Pod koniec tego dnia zorientowaliśmy się, że "Anything" była tu numerem jeden pośród najlepszych piosenek listy radia Adult Top 40 w pierwszym tygodniu od jej wyjścia, co było wspaniałą wiadomością!


20 września - Jeszcze raz obudziliśmy się wcześnie i pojechaliśmy do Nowego Jorku. Tego wieczoru mieliśmy grać koncert z Los Lonely Boys w klubie The China dla radia WPLJ. Poszedłem na próbę brzmienia i zobaczyłem młodą fankę czekającą tam z jej rodzicami ze Szkocji. Umieściłem ją i jej krewnych na liście gości na dzisiejszy koncert...bardzo słodka dziewczyna. Nie moglibyśmy być gdzieś w pobliżu Nowego Jorku nie napotykając na the Calling Mom i na grupę innych oddanych Lofterów! Oni wszyscy wygrali bilety na ten mały koncert. Los Lonely Boys długo grali jako pierwsi, wspaniały zespół. W końcu weszliśmy na scenę i zobaczyliśmy, że w tłumie była większość starszych dorosłych zwycięzców i mnóstwo ludzi z wytwórni. Jak na to, na co się zapowiadał, koncert właściwie poszedł naprawdę dobrze i zespół i ja świetnie się bawiliśmy. Zagraliśmy piosenkę, którą nagrałem z Santaną, "Why Don't You And I", po raz pierwszy na żywo, i Chops zarąbiście wykonał wszystkie partie Santany. Podczas WYWG, naszej ostatniej piosenki, uklęknąłem przed publicznością, jak zawsze, i poprosiłem żeby zaśpiewali finałowy wers razem ze mną...50letnia, całkiem zalana kobieta, która przez cały wieczór robiła do mnie "seksowne" miny, przepchnęła się do mnie, odpychając The Calling Mom, i wyrwała mi mikrofon z ręki żeby zaśpiewać: "In your love...:beknięcie:...in your grove...:siorbnięcie:...hę?" Nie znała nawet słów, ale pozwólcie mi powiedzieć jedno; wiedziała, jak ZAATAKOWAĆ! AAAAAH! Starałem się wtedy odzyskać mój mikrofon, a ta kobieta złapała mocno moją głowę obiema rękami i zaczęła wciskać mi swój język do gardła! Kątem oka mogłem widzieć moją żonę, Jennifer, w rogu klubu, przechodzącą od śmiechu do czegoś pomiędzy śmiechem a kompletną wściekłością. Jakieś 10 sekund zajęło mi kręcenie i ruszanie głową, żeby w końcu uwolnić się od gorylego uścisku tej kobiety i przeskoczyć z powrotem do pozycji stojącej na scenie i dokończyć piosenkę. Tymczasem wszyscy śmiali się już z tego, co się stało. Kiedy umilkł ostatni akord WYWG, krzyknąłem: "Dziękuję ci, Nowy Jorku! I dziękuję ci przypadkowa upita napastliwa kobieto!" Musiałem uciekać po koncercie, wiec wielkie przepraszam dla Lofterów i The Calling Mom, że nie dałem wam szansy przywitać się z wami później na zewnątrz. Dziękuję za przyjscie i wspieranie nas!


21 września - Dzień wolny! (Mam nadzieję...)


22 września - Przypuszczalnie nie miał to być kolejny dzień wolny, ale sprawy się pozmieniały, i było to dobre. Przeszliśmy się przez piękny Central Park i zrobiliśmy zakupy w mieście, i było to dobre. Zjadłem najlepszą nowojorską pizzę w moim życiu, i było to dobre. Brzmi to jakbym właśnie pisał strofę do Biblii...i to nie jest dobre. W każdym razie, niespodzianka, dzień wolny okazał się nie być dniem wolnym ze względu na nagły atak 4 godzin rozmów z brazylijskimi rozmówcami. Ludzie, niektóre z tych przeprowadzających ze mną wywiad osób nie wiedziały nic o naszym zespole, nie wiedzieli kim jestem, nie wiedzieli o co zapytać, niektórzy nawet przerywali mi w połowie zdania. Kocham Brazylię i w ogóle, ale po tych czterech godzinach wywiadów myślałem że zacznę krzyczeć. Tak czy inaczej, później tego wieczoru moja dziewczyna i ja poszliśmy na przyjęcie z okazji 60 rocznicy magazynu 17...nigdy nie mam tyle czasu, żeby móc chodzić na takie imprezy, więc fajnie było dla odmiany pójść. Zobaczyliśmy tam Hillary Duff i Natalie Portman między innymi. Kiedy wróciliśmy do naszego hotelu, zalogowałem się żeby popracować jak zwykle, kiedy mój menadżer sprawił mi miłą niespodziankę...skan najnowszego magazynu Billboard...a w nim recenzja "Anything"! Po pierwsze, nigdy nie widziałem, żeby nasza piosenka była recenzjonowana w Billboardzie, ani także nie widziałem, żeby jakaś piosenka dostała choć trochę tak dobrą recenzję jak "Anything"! To było niesamowite. Poszedłem spać szczęśliwy, chociaż nie spałem zbyt długo, bo...


23 września - OK., dziś obudziłem się o otrzeźwiającej 5 rano by wyjechać i zagrać w nowym show "Tony Danza". Nie mogłem się doczekać zagrania tam, ponieważ mieliśmy być ich pierwszym zespołem...i wierzcie lub nie, Tony Danza był jakby pierwszą dużą gwiazdą, jaką kiedykolwiek spotkałem, kiedy miałem 8 lat. Wszedł na chwilę do naszej przebieralni i porozmawialiśmy. Jest naprawdę niesamowitym gościem i mam nadzieję, że jego show przetrwa dłużej niż inne. Jak dotąd ma się naprawdę dobrze. Byłem zaskoczony, że nie będziemy grać "Anything", bo to nasz nowy singiel, ale zamiast tego oni chcieli "Our Lives", i tak ją przycięli, że wyszła wersja na 2:30 minuty! Jak Regis i Kelly! No ludzie...jak długa jest przeciętna piosenka? Odpowiedź brzmi 3:30 minuty...nie możemy zaoszczędzić JEDNEJ dodatkowej minuty, tak żeby każdy zespół, który przychodzi do waszego programu nie musiał masakrować aranżacji swoich piosenek? Cóż, odpowiedź na to brzmi:...Dun Dun Dun! "Przeciętny widz takich porannych programów TRACI zainteresowanie względem występu muzycznego po 2:30 minuty"...wow, to może doprowadzić cię do, cóż, smutku. W każdym razie, występ poszedł w porządku, najlepsze było to, że Tony Danza stał tam obok nas kiedy graliśmy i śpiewał cały utwór! Hej! Nawet ja nie znam czasami całego tekstu (wy fani o tym wiecie ;). Po tym, jak już tam skończyliśmy, musiałem wrócić do mojego hotelu aby udzielić więcej brazylijskich wywiadów przez telefon, próbując promować naszą nadchodzącą trasę w tym państwie. Tego wieczoru moja pani [dziewczyna] i ja mieliśmy kolejną szansę iść na spotkanie, tym razem bardzo ważne. Wyruszyliśmy na Youth Aids Benefit, aby wesprzeć tą kampanię i wesprzeć moich przyjaciół. Carlos Santana został uhonorowany tej nocy za jego ogromne datki (tak jak szef mojej wytwórni)...wszystkie swoje zyski z zeszłorocznej trasy koncertowej po Ameryce ofiarował instytucji charytatywnej. Jestem szczęśliwy, że mogłem zagrać na kilku tych koncertach, teraz czuję, że w pewnym sensie też wsparłem tą akcję. Ludzie, ciężko jest tam siedzieć, jedząc wymyślny obiad w wielkiej sali balowej, z Clivem Davisem po mojej prawej, Dido po lewej, Carlosem Santaną po drugiej stronie, i Bóg wie z kim jeszcze, kto ocieka powodzeniem i dobrą passą, podczas oglądania tych milionów dzieci i dorosłych w Afryce, zarażonych Aids i umierających okropną śmiercią. Jest tak, że chcesz po prostu stanąć na stole i krzyknąć, "OK.! Chodźmy, ludzie! Właśnie teraz! Do Afryki! Do Azji! Do Południowej Ameryki! Naprawmy ten problem!" Myślę, że to właśnie był cel tego spotkania, ale to nie całkiem tak wygląda. Ashley Judd jest ambasadorem lub liderem Youth Aids, i podróżuje po całym świecie, żyjąc z tymi ludźmi i ucząc się o ich życiu i o tym jak ta przerażająca choroba jest z każdą sekundą rozprzestrzeniana. Pokazała każdemu szokujące wideo, które nagrała na bazie swoich doświadczeń, i naprawdę każdego w tym pomieszczeniu zdołała zachęcić do pomocy...włączając mnie. Ze swoimi mowami prosto z serca, zarówno wewnętrznym, jak i zewnętrznym pięknem i siłą, jaką posiada, naprawdę zrobiła na mnie wrażenie. Kilku artystów wstało i wystąpiło po obiedzie. Wow, wszystko, co mogę powiedzieć, to to, że Patti La Belle naprawdę zarąbiście śpiewa. Nigdy nie słyszałem jej na żywo i tak intymnie...chodzi mi o to, że śpiewała piosenkę, której nawet nie znała, trzymała tekst, śpiewała do wynajętego gracza na akustycznej gitarze siedzącego za nią. To był naprawdę najbardziej niesamowity śpiew jaki kiedykolwiek słyszałem w moim życiu, nieziemski, dosłownie przyniósł mi łzy do oczu. Po niej wstała Dido i także dała niesamowity występ, a potem siostra Ashley Judd, Wykona, niewiarygodnie zaśpiewała cover bez żadnego przygotowania. W finale wystąpiła Linda Parry, była wokalistka 4-Non Blondes. Niesamowicie obdarzona piosenkarka i autorka tekstów. Mogliście słyszeć kilka jej utworów, które ostatnio napisała dla innych artystów, jak "BeautifuL" dla Cristiny Aguilery czy "Just Like A Pill" dla Pink…ale znam jeszcze jej najlepszą piosenkę, ten radiowy hit 4-Non Blondes, który wciąż jest dziś grany, "What's Going On?". Weszła na scenę i zagrała utwór, który napisała specjalnie na tą okazję. Podczas grania na fortepianie ubrana była w długą marynarkę i ogromny Mohawk(?). Przyprowadziła nawet ze sobą chór chłopięcy, aby zaśpiewał ostatni refren i zakończył wieczór. Musieliśmy wtedy stamtąd wyjść i spotkać się z resztą zespołu i ekipy w hotelu…to był czas, aby opuścić Nowy Jork, tym razem w autokarze! Jej, więcej tego podróżowania autokarem na trasie (ten bus nie był bynajmniej tak fajny jak ten, który mieliśmy w Kanadzie). Wyruszyliśmy do Westchester, w Wirginii, na jutrzejszy cudowny dzień wolny na farmie rodziców Corey'a. słyszałem, ze dom jego rodziców jest niesamowity i ma kilka ATV, którymi możemy jeździć na farmie i w lesie, więc byłem podekscytowany! Bo jestem maniakiem! Wiedziałem bynajmniej, że będzie to tylko jedno z wielu zabawnych zajęć w naszym jutrzejszym planie!


24 września - OK., więc musicie pamiętać, ze poszedłem do łóżka w busie kiedy opuściliśmy jedno z największych i najbardziej hałaśliwych miast na świecie, Nowy Jork. I gdzie się obudziłem? W tak odmiennym miejscu jak to tylko możliwe. Mocowałem się z ubraniem ciuchów w kołyszącej się czarnej "trumnie" jaką jest bus…rozumiecie, to samo ubranie teraz już 3 dni z kolei…nie mogę tego wytłumaczyć, to chyba lenistwo, a może dlatego, że nie widzę co do cholery zakładam!? Musiałem zasłonić oczy kiedy otworzyłem drzwi autokaru aby wpuścić do środka oślepiające wiejskie promienie słoneczne. Zaparkowaliśmy pośrodku nicości, z przodu wielkiej szosy, która wyglądała jakby nie miała końca. Ogromny znak przed tą drogą mówił: "Pole bitwy wojny domowej", "Nie wchodzić bez pozwolenia!". Wiedziałem, ze rodzina Corey'a była w pewien sposób zaangażowana w sprawy rządowe, ale żeby żyć NA polu bitwy? Jak stara jest ta farma? Jak stary jest ten dom? Jak stare są te krowie placki, na których stoimy!? Nieeeee! Wszędzie krowy, setki krów, wszystkie białe, i jeden byk…z pewnością bardzo zadowolony…ma dużo towaru. W każdym razie, były tam 3 ATV, zaparkowane i gotowe do wyruszenia na szosę przed nami. Wszystkie w PRAWDZIWYM dorosłym rozmiarze…lepiej nie mieszajmy tych masywnych maszyn z moim małym lichym czerwonym dziecięcym ATV którego kupiłem na jarmarku w Oregonie podczas ostatniej trasy. A więc co robić, co robić? Gdzie są wszyscy? Muszą już być w domu. Arms właśnie też się obudził i hej, Flarb jakoś też z nim wstał, więc wskoczyli razem na ATV, tak jak ja. Zaczęliśmy przejażdżkę. Droga była długa i kręta, co najmniej mila długości. Gdziekolwiek się spojrzało, tam były gospodarstwa, oraz piękna rzeka biegnąca wzdłuż. Przekroczyliśmy rzekę przez mały kamienny most który był przyłączony do pięknego, wyglądającego na bardzo stary wodnego domu. Było to naturalne źródełko, które wytryskiwało z wodnego domku, 2 miliony galonów dziennie [czyli ok. 7,5 miliona litrów - przyp. tłum.], podążające swą drogą w dół rzeki bez końca. Było tam kilka canoe i wiosła gotowe do wypłynięcia, ale ale zbyt dobrze bawiłem się na tych zakręconych ATV! Ludzie, są szybkie! 40, 50, 60 m/h! O Kurde! Prawie zjechałem z mostu! "Uważaj Flarb!" "On nie umie pływać!" "Ty też nie umiesz, Arms!" Nie, żartuję, Arms umie pływać…Flarb go nauczył;) Tak czy inaczej, minęliśmy kolejny znak Pola Bitwy Wojny Domowej i wtedy w końcu ogromny kamienny dom pojawił się w pewnej odległości od nas. Rodzice Corey'a robili generalne odnowienie domu; widać było, że jest w naprawie. Oryginalnie został wybudowany w 1770 roku, wiec jest troszkę stary!...cóż, właściwie to starszy niż nasze państwo jeśli przejdziemy do szczegółów! Mnóstwo tu historii. Kiedy zajechaliśmy na tyły domu, pojawiła się największa stodoła jaką kiedykolwiek widziałem. Sacha wyjechał ze stodoły na jednym z tych pojazdów Segway, co wyglądają jak kosiarka, a jeździ się na nich wyprostowanym [ www.segway.com tam są zdjęcia, żebyście wiedzieli o co chodzi - przyp. tłum.]. Powiedziałem, "Złaź koleś! Zawsze chciałem tego spróbować!" Więc rzuciłem ATV i pojechałem na Segway'u na wzgórze do starej wyglądającej na poturbowaną stodoły. Po pierwsze, stodoła była piękna od środka, z tymi drewnianymi belkami o wysokości 25 stóp [7,62 m] podpierającymi sufit, światłem wpadającym przez małe dziury w ścianach, gdzie drewniane belki nie przylegały do siebie dokładnie. W środku wyglądała na całkiem nową, ze sceną i platformą na perkusję, oświetleniem, miejscem dla DJa, całym dziwacznym zespołem składającym się ze śpiewających figur zwierząt, które można zobaczyć w Chunky Cheeses (dziwne?), rowerami, elektrycznymi skuterami, zajebistym ping pongiem tak żeby można było się popłakać, w pełni wyposażonym barem z pijanymi ludźmi włącznie, parkietem, lampami grzewczymi, starą grą z salonów gier "Frogger"…to było jak niebo…a co jest w niebie…BEKON oczywiście! I herbatniki i jakja i naleśniki i sos i kiełbasa i kawa i sok pomarańczowy i po prostu najlepsze śniadanie jakie kiedykolwiek jadłem, zrobione dla nas przez słodką gotującą po wiejsku Mamę Corey'a. Nie będę się zbytnio zagłębiał w to, co robiliśmy przez cały dzień, bo po prostu zbyt dużo trzeba by opowiadać, ale wymienię kilka rzeczy które wciąż są świeże w mej pamięci. Była tam broń, strzelecka i ręczna…Nie jestem fanem broni, nigdy nie strzelałem, nigdy nie chciałem, ale wszyscy strzelali do tych małych glinianych krążków, które rzuca się w powietrze. Nikt nie miał zbytnio szczęścia je trafić, z wyjątkiem Corey'a i Chopsa, którzy dorastali na tej innej planecie i są z tym bardziej zaznajomieni niż my, chłopcy z Hollywood. Powiedziałem ze spróbuję i podniosłem broń. Wypuścili krążek, który poszybował setki stóp nad polem bitwy z wojny domowej, ja strzeliłem i obserwowałem jak rozbija się na tysiące kawałeczków. Broń jest straszna. Jest ciężka, i podczas wystrzału uderza w twoje ramię tak mocno, ze tracisz równowagę…Nie wiem jakim cudem udało mi się zestrzelić ten krążek za pierwszym razem, ale od razu z tym skończyłem. Powiedziałem, "OK., nigdy więcej broni dla mnie! Heh heh heh…wracamy do jeżdżenia ATV…mmmmkej". Wszyscy wspaniale się bawiliśmy przez resztę dnia, robiąc wszystko i nic. "Anything" właśnie lecialo w radiu w stodole kiedy jedliśmy lunch, a potem jeszcze raz kiedy mieliśmy obiad! To było dzikie. Musieliśmy odbyć mniej więcej dwudziestominutową podróż z naszego domu rozrywki do miasta, żeby znaleźć połączenie z Internetem…teledysk do "Anything" był już skończony i gotowy do obejrzenia. Wszyscy byliśmy niesamowicie zadowoleni z tego jak wyszedł, zwłaszcza że sam pomysł przyszedł tylko trzy dni przed nagraniem…to było najszybsze kręcenie klipu jakie kiedykolwiek miałem, i najszybsza produkcja, jaką RCA musiała pozbierać do kupy. Ale dokonaliśmy tego i myślę że wyszło naprawdę słodko. Cieszy mnie że wam też się podoba. Zróbmy z tej piosenki hit, ludzie! Proszę, słodki Jezu! Dzwońcie do swoich lokalnych radiostacji, doprowadźcie ich do szału, proście o ten klip we wszystkich kanałach muzycznych w kółko i w kółko, zróbcie ze swoich przyjaciół fanów, zróbcie ze swoich rodziców fanów, zróbcie z siebie "Zombie-Uzależnionych Od-Anything" fanów…"La la la, whatever you want…ou huh, uh huh, whatever you need…tak, tak, zrobię to, ZROBIĘ TO!" W każdym razie, i tak jest super, wiecie ze jesteście najlepsi:) Cóż, dzień na farmie zabaw dobiegł końca i musieliśmy wrócić do busa i rozpocząć całonocną podróż do Louisville w Kentucky na koncert radiowy następnego wieczora.


25 września - Obudziliśmy się na dźwięk roller coasterów i krzyków, ah tak, kolejny koncert radiowy w parku rozrywki, miło. Smak corn dogów, zapach wymiocin, jęczące dzieci…Dzisiejszy koncert miał różnoraki skład. Byli tam The Calling, kimkolwiek do diabła oni są, Brooke Hagan, Ryan Cabrera, Jojo i kilku innych. Byliśmy przedostatni, Ryan zamykał przedstawienie…większość małych dziewczynek które tam były, była tam dla niego. Nasz występ poszedł po prostu dobrze, krótki i słodki. Tej nocy po koncercie, rozpoczęliśmy naszą podróż na lotnisko do Cleveland, gdzie każdy z nas podąży już inną drogą…czy to kiedykolwiek się skończy?


26 września - Wszyscy zostaliśmy obudzeni przez Sachę o jakiejś 6 rano, "WYSIADAĆ Z BUSA NATYCHMIAST, pozbierajcie klamoty, jesteśmy już na lotnisku a oni nie lubią tu 14-metrowych autokarów na trasy koncertowe zagradzających miejsce wyjazdu (?)! TERAZ RUSZAĆ SIĘ LUDZIE!" Więc Sacha, ja, Arms i Chops chwyciliśmy nasze gitary akustyczne i wyszliśmy żeby złapać nasz samolot do Portland w Oregonie…mieliśmy jeszcze kilka dni radiowych występów dla radia do zagrania w różnych miastach, zanim będziemy mogli wrócić do domu. Justin poleciał do Nashville na kilka dni, a Corey wrócił do swojego małego domku na prerii w Wirginii. Następny raz kiedy wszyscy razem się spotkamy będzie miał miejsce za tydzień, w szalonej Brazylii! Wciąż mówię tym gościom, poczekajcie, poczekajcie, po prostu poczekajcie aż będziemy w Brazylii, jeszcze nic nie widzieliście. Więc czterech z nas latało cały dzień, przez Minneapolis, i w końcu przybyło do Portland później tego wieczora. Mieliśmy okazję obejrzeć premierę "Club House" kiedy dotarliśmy do naszego hotelu. To było takie świetne, usłyszeć "Our Lives" jako piosenkę przewodnią! I zagrali ją na koniec też! Moim zdaniem to był naprawdę słodki show…miejmy nadzieję że ich notowania pójdą w gorę, bo nie osiągnęli jeszcze takiego sukcesu. Może jeśli wszyscy włączymy telewizory w naszych domach w tym samym czasie w czwartkowe wieczory…


27 września - Wstaliśmy i odwiedziliśmy kilka stacji radiowych w ciągu dnia, a potem zagraliśmy akustyczny koncert dla ponad tysiąca ludzi w przytulnym klubie. Prawdziwy rockowy zespół grał dla nas jako suport. Zastanawiam się dlaczego gramy w tym klubie, akustycznie, podczas gdy jakiś miejscowy super rockowy zespół zaczyna show?...to sprawia ze wyglądamy na takich małych i tak też brzmimy…powinniśmy mieć z nami cały zespół, ale hej, co ja tam wiem? Koncert był wciąż bardzo zabawny i publiczność zdawała się nas lubić…ja tylko rozglądałem się za szalonymi molestującymi kobietami!


28 września - Wstaliśmy super wcześnie i polecieliśmy do Spokane w Waszyngtonie, żeby zrobić to samo, co wczoraj: odwiedzić stacje radiowe, porozmawiać o akustycznym koncercie tego wieczora, pójść na próbę brzmienia, a potem zagrać akustyczny show dla ponad 1 200 ludzi. Znów pełen rockowy zespól był naszym suportem, ale tym razem była to piosenkarka, i bardziej spokojny zespół, przypominał mi trochę Natalie Merchant. Koncert poszedł naprawdę dobrze, lepiej niż poprzedniej nocy. Wszyscy byli dorośli, wszyscy pijani, niezła zabawa. Wróciliśmy do hotelu aby trochę pospać, ponieważ znów musieliśmy wstać wcześnie aby złapać kolejny poranny samolot.


29 września - Jedna z najstraszniejszych rzeczy na trasie…dzień podwójnego lotu! Nieeee! Lot rano, i lot wieczorem. Pamiętajcie, te wszystkie loty, które odbywamy codziennie, SA W JEDNĄ STRONĘ, nie "W OBIE", więc ZAWSZE jesteśmy normalnymi kontrolowanymi pasażerami! Przekopują się przez wszystkie nasze bagaże, prześwietlają je, każą ci zdjąć płaszcz, kapelusz, buty, pasek, opróżnić kieszenie, wyjąć laptop z torby, zostawić broń, przeszukać Flarba w środku gumową rękawiczką, OH NIE! FLARB! Pokazać paszport, pokazać bilet, znowu pokazać paszport, pokazać bilet i paszport, i hej, zobaczmy je jeszcze raz, co? To nadal ja? Zmieniłem się? Więc dlaczego ta sama osoba patrzyła na mój paszport i bilet 5 razy?...Czekają aż moja głowa zacznie znikać ze zdjęcia jak w Powrocie Do Przyszłości? W każdym razie, dzień ten rozpoczął się całym tym lotniskowym przeżyciem, nic nowego, i wylądowaliśmy bezpiecznie w zimnym szarym Seattle. Poszliśmy prosto na kolejny koncert dla dorosłych, tyle że ten jeden był po południu, i tylko dla jakichś 70 osób w tym małym kinie (?). Wszyscy byli nieprawdopodobnie mili w tym nowym radiu, dla którego mieliśmy występ. Potem był czas na spotkania i pozdrowienia, a później na powrót na lotnisko, jej. Nienawidzę lotniska. OK., więc wsiedliśmy do naszego samolotu i polecieliśmy do szalonego Las Vegas. Ostatni przystanek przed domem! Czas, żeby stracić trochę pieniędzy! Dotarliśmy do Las Vegas późno w nocy i pojechaliśmy do Palms Hotel, przypuszczalnie jednego z nowych punktów w :as Vegas, bo jest poza główną ulicą i całym tym odlotem. Jutro jest bardzo zajęty dzień, więc sen był istotny, po spróbowaniu mego szczęścia w maszynie do pokera, to znaczy, hej…to mój pierwszy raz w Vegas kiedy jestem w legalnym wieku na hazard. Opowiem wam szybką małą historię; mam nadzieję że mnie za to nie aresztują… Kiedy miałem 15 lat, moja rodzina i ja polecieliśmy do Vegas na dwa dni…powód? Członek rodziny się żenił…mój powód? Hazard. Tak, tak, tak. Mój przyjaciel ostatnio zdobył PRAWDZIWĄ Kalifornijską Licencję Kierowcy jakiegoś gościa imieniem "Kenny" dla mnie. "Kenny" wyglądał trochę jak ja, ale urodził się w 1967, tylko nędzna różnica 14 lat…żaden problem. Miałem ten dowód i to był mój bilet do hazardu. OK., więc zatrzymaliśmy się w słodkim Caesar's Palace, moja cała rodzina i ja, sześć osób. Moja siostra i ja byliśmy w pokoju dziennym na rozkładanej kanapie. Poczekałem aż wszyscy zasną, wcisnąłem na siebie ubranie i prześlizgnąłem się przez drzwi. Moja siostra się obudziła, cholera! "Dokąd idziesz?" "Ja, uh, kupić szczoteczkę do zębów. Zapomniałem swojej…" Kocham moją siorę, ale ludzie, była taka łatwowierna! Zjechałem windą na piętro z kasynem, z walącym sercem, dowodem w jednej dłoni i dwoma dolarami w drugiej. Ding. Podbiegłem do pierwszej maszyny jaką zobaczyłem, zaraz naprzeciwko wind. Rozejrzałem się trochę wkoło, próbując wyglądać naturalnie, i wtedy BAM! Wrzuciłem jednego z moich dolarów do maszyny pokerowej. Karty pojawiły się na ekranie, dziesiątka, walet, królowa, król, i ósemka. Cholera! Jedna karta do wygranej, jestem pewien ze nieźle płacą. Rozejrzałem się za pracownikami kasyna, spojrzałem na kamerę skierowaną we mnie z sufitu…no dale, no dalej! Wymieniłem tę ósemkę na nową kartę i co dostałem? Asa. Zarąbistego asa. Niewiarygodne. Wygrałem 2 850 dolarów w gotówce, tu i teraz…z mojego jednego brudnego dolara. Podskoczyłem na krześle jak podekscytowany dzieciak…cóż, właśnie nim byłem wtedy…i uśmiechnąłem się. Ale wtedy ciemność mnie ogarnęła, policyjna syrena zaczęła świecić i wyć na szczycie maszyny, strzelając czerwonymi i niebieskimi światłami we wszystkich kierunkach. Mówiły, "Dalej! Spójrzcie na mnie! Jestem Kenny! 29-latek w małym 15-letnim ciele! KURDE! Niedobrze, niedobrze". Ochroniarze z kasyna podeszli do mnie w sekundę. Najpierw pogratulowali mi wygranej a potem natychmiast poprosili o dowód. Zapytali mnie o moje imię, skąd jestem, ile mam lat, wszystkie te rzeczy jakie zapamiętałem o Kennym, nawet jego podpis. A potem poszli i wzięli ze sobą dowód; powiedzieli ze muszą go "sprawdzić". Co to kurde znaczy? Wiedzieli o mnie? Musieli! Wyglądałem jak mały chłopiec…albo nawet jak mała dziewczynka dla niektórych ludzi:( Więc siedziałem tam i czekałem, i czekałem, i czekałem…mija pół godziny a ja sram w gacie…Mam wstać i uciec, na górę do mojego pokoju, zostawić mój dopiero co zdobyty podrobiony dowód i 2 850 nagrody? Czy czekać tu z możliwością zostania aresztowanym lub nagrodzonym? I wtedy ci goście przyszli i powiedzieli, "Przepraszamy panie Kenny, musieliśmy sprawdzić czy był to PRAWDZIWY dowód, i jest, więc oto pańska gotówka." Ha! Setki zaczynały się zlepiać w moich spoconych dłoniach. Jak tylko skończył je przeliczać, wstałem i pobiegłem do mojego pokoju, szybciej niż kiedykolwiek wcześniej w moim życiu. Wślizgnąłem się z powrotem i położyłem pieniądze pod poduszka i zamknąłem oczy. Moja siostra się obudziła, "Kupiłeś szczoteczkę? Trochę ci to zajęło…" "Taa, mam ją mała, heh heh heh, nie martw się…" :) Więc, co zrobiłem następnego dnia? Powiedziałem Tacie o mojej wygranej (nie sądzę żeby w ogole się na mnie wściekał za hazard), i w jakiś sposób namówiłem go na postawienie CAŁEJ mojej wygranej na jedną kartę w black jack'u za mnie. Debil debil debil. Taa, straciłem to wszystko w mniej niż minutę. Morał z tej historii? Nie bądźcie głupi jak ja…trzymajcie to, co nielegalnie wygraliście, głupcy!


30 września - Dziś był dzień extravaganzy i koncertu radiowego w Vegas! Najpierw pojechaliśmy z naszego hotelu, The Palms, do hotelowego klubu Stratosphere i mieliśmy próbę dźwięku do naszego pierwszego show tego wieczoru dla radia Star w LA. Mieliśmy grać z Gawinem Degrasem, i bardzo chciałbym móc zostać żeby obejrzeć jego występ, bo jestem jego fanem, ale musieliśmy zagrać inny koncert zaraz potem w The Palms z Uncle Cracker. Więc po teście brzmienia w Stratosphere, wyruszyliśmy do The Palms i zrobiliśmy naprawdę szybką próbę zaraz po Uncle Cracker. Mogłem już wtedy powiedzieć że będzie to najzabawniejszy show tego wieczora, ponieważ miał się odbyć nad basenem a miało być mnóstwo ludzi. Więc, hej, zaraz po próbie w The Palms wróciliśmy do Stratosphere i zagraliśmy dla zwycięzców Star w klubie. Było tam tylko około 60 osób w tym ogromnym pomieszczeniu, więc było bardzo intymnie i cicho…trochę za cicho. Skończyliśmy nasz występ i wróciliśmy do różowego Palm's Cadillac Escalade i pojechaliśmy do naszego hotelu na następny show. Przybyliśmy akurat w porę żeby zacząć nasz następny akustyczny koncert dla wszystkich ludzi nad basenem w The Palms. Ten show był zabawny, i całkowicie dla organizacji charytatywnej…radiostacja zebrała 50 00 dolarów dla The Rape Crisis Center. Zakończyliśmy nasz występ i ruszyliśmy na lotnisko żeby złapać ostatni samolot do domu do LA! W końcu dotarłem do domu o 2 w nocy. To było najmilsze uczucie na świecie, iść spać we własnym łóżku. Musiałem nacieszyć się każdą sekundą, ponieważ będę w domu tylko dwa dni nim wyruszę na brazylijską i europejską trasę, która będzie trwała do listopada.


1 października - Chociaż byłem w domu i miałem "wolne", nadal spędziłem połowę dnia pracując. Pojechaliśmy do kwatery głównej Napster żeby nagrać kilka akustycznych wersji piosenek na ich stronę. Przez resztę dnia i cały następny biegałem po mieście jak szalony, próbując się sprężyć i zrobić wszystko co chciałem…iść do ulubionych restauracji, zaopatrzyć się w przekąski, ściąć włosy, iść do pralni, zobaczyć się z przyjaciółmi, zobaczyć się z moją rodziną, zobaczyć się z moimi kotami, zobaczyć się z Aaronem itd.


2 października - Prawdziwy (ale bardzo zajęty) dzień wolny! Poszedłem do łóżka wcześnie, ponieważ jutro wylatujemy do Brazylii o 7 rano…5 dni w szalonym państwie, to pewniak żeby stworzyć multi-milionowy Tour Diary! ;) Zobaczymy co nas czeka. Do następnego razu…