10 maja 2002


Życie jest szalone. Mówiłem to wiele razy, ale teraz naprawdę tak uważam.

Siedzę sobie tu, w jedenastym kraju, który odwiedziłem w przeciągu ostatniego miesiąca. Błędem jest mówić, że podróżowałem po nich, bo przez cały czas kiedy tam byłem, nie przestawałem pracować. Wszystko czego dowiedziałem się o jakimś miejscu, było poprzez ludzi których spotkałem i szybę samochodu przez którą patrzyłem. Przyznaję, że czasami te miejsca się ze sobą zlewają. Zapominam gdzie jestem. Budzę się w środku nocy, kompletnie zdezorientowany w otoczeniu, taszcząc swoje walizki już po raz milionowy, zakładając, że są one wystarczające dla jednej osoby. Nie jest to takie złe przez ponad półtora miesiąca podróżowania. Ale chciałbym ich ze sobą nie taszczyć, mam tego dosyć. To co robimy nie do końca jest takie świetne i łatwe. Dużo w to wkładam i nie sądzę, że ludzie to rozumieją, kiedy widzą zespół w MTV albo gdzieś indziej. Ogrom pracy jest niewyobrażalny, ale to co dostajemy w zamian jest nieporównywalne do niczego.

Myślę, że ostatnim razem skończyłem na Australii, . W Australii czułem się prawie jak w domu, zwłaszcza w Sydney. Wiedzieliście, że Australia była w przeszłości założona przez kryminalistów, a tam Anglicy wysyłali swoich delikwentów? Da się to wyczuć po miejscowych. Wszyscy goście byli zorientowani w temacie i dwa razy tacy jak ja. Trochę przesadzam, ale w porządku. Ludzie, byli tam najbardziej miłymi i najbardziej inteligentnymi ludźmi jakich spotkaliśmy. Jako niewykształcony Amerykanin, przypuszczałem, że misie Koala będą wisieć na lampach, kangury będą skakać po ulicach, a w parkach będą żyli aborygeni. Nic z tych rzeczy, ale parki były przepełnione oposami (to takie zwierzątka - przyp.aut.), które były naprawdę agresywne. Aaron opowiadał mi, że wziął wieczorem na spacer do parku swoją dziewczynę, i nagle zostali otoczeni przez przerażające włochate zwierzątka. Siedząc na drzewach wybałuszyły swoje oczy...wyglądało to, jakby były ich setki. Ale oposy przegoniły ich z parku. Sądzę, że to było całkiem zabawne. Tam było tak pięknie. Pogoda była świetna i nie mógłbym zapomnieć o wspomnieniu o plaży Bondi. Powinniście widzieć wyraz twarzy chłopaków z grupy, kiedy zobaczyli prawie setkę pół nagich kobiet leżących sobie wokoło. Wyglądali jak dzieci w sklepie z cukierkami... ale bez złamanego grosza. Billy i ja odwiedziliśmy lokalne zoo w Sydney, które było super. Kocham zwierzęta. Czy wspomniałem, że jedliśmy kangura? Wiem, że to nie ma sensu w związku z tym co napisałem przed chwilą, ale jak często możesz tego spróbować? Ale i tak było do kitu. Koncerty w Australii były świetne, ale nie mogę się doczekać powrotu, żeby sprawdzić, jakie postępy poczyniliśmy. Ostatnio słyszałem, że nasza piosenka jest tam numerem jeden!

Lot do Wiednia w Austrii, był definitywnie za długi. 22 godziny lotu z dwugodzinnym postojem w Kuala Lumpur w Malezji. Kiedy wylądowaliśmy, stewardessa powiedziała przez mikrofon "Pragniemy powitać państwa w Malezji, ale jeśli zostaniecie złapani z narkotykami przy sobie, będziecie natychmiast zabici". Cudownie. I właśnie w takich momentach cieszę się, że jesteśmy grupą, która nie bierze narkotyków. Pomijając to, Wiedeń jest zdecydowanie jednym z najpiękniejszych miast w jakich byłem. Tak jak w innych miejscach gdzie się zatrzymywaliśmy, tutaj też udzielaliśmy wywiadów dla ludzi z blisko położonych krajów, takich jak np. Węgry. Miejsce w którym graliśmy, było najmniejszym i najdziwniejszym jak dotąd na trasie. Myślę, że to kiedyś był garaż, bo mój stojak od mikrofonu był zrobiony ze starej obręczy koła i rurki do mierzenia ciśnienia...co u diabła? To było naprawdę zabawne, bo moja chuda dupa nie mogła nawet tego podnieść. Pomijając to wszystko, występ był nadal zwycięski.

Następnie zmierzaliśmy prosto do Mediolanu we Włoszech. To był jeden totalnie zakręcony dzień pełen wywiadów z prasą i radiem... poza tym żadnego koncertu. Dotarliśmy tam i pojechaliśmy do głównego placu przy Katedrze w centrum miasta. Zaraz gdy wysiedliśmy z samochodu, samolot przeleciał nam nad głowami i rozbił się o ogromny budynek. To było takie niespodziewane. Przyniosło mi to na myśl okropne podobieństwo zdarzeń, które miały miejsce tak niedawno w naszym kraju. Chociaż było to straszne zdarzenie dla ludzi, którzy zginęli, odetchnąłem z ulgą kiedy usłyszałem, że nie był to żaden atak terrorystyczny, czy duży odrzutowiec wypełniony niewinnymi ludźmi. To takie dziwne, że byliśmy tam w momencie kiedy się to zdarzyło. Następnie pojechaliśmy do rockowej stacji radiowej. Aaron i ja mówiliśmy tyle włoskich słów, ile umieliśmy. Większość z nich, to były brzydkie słowa. DJ zdawała się mówić "w porządku, dawajcie dalej, tu można mówić takie rzeczy". Ale nie wiedziała co powiedzieć, kiedy słyszała takie słowa z naszych ust. Musieliśmy brzmieć w tym radiu jak przerażający zboczeńcy. Po przejechaniu przez miasto, byłem bardzo wkurzony, widząc tak wiele grafitti w Mediolanie. Na każdym zabytkowym budynku było mnóstwo wściekłych ilości grafitti. Nie pojmuję, dlaczego ludzie to robią.

W każdym razie po miesiącu ciągłej pracy, wreszcie mieliśmy wolny weekend. Większość życia spędziłem we Włoszech. Moja mama i tata tam dorastali, a moja rodzina ma mieszkanko na przedmieściach Rzymu, do którego jeździliśmy przez całe moje życie. Wraz z Aaron'em, byłem tak kilka razy przez te wszystkie lata, kiedy jeszcze nie pracowaliśmy w gównianym muzycznym showbiznesie. Fajnie było pojechać tam z całym zespołem i naszą ekipą. Jedyne co robiliśmy, to siedzieliśmy na tyłkach, piliśmy wino i jedliśmy makaron przez cały długi dzień. Przykro mi było opuszczać to miejsce, ale musieliśmy wracać do pracy w Amsterdamie!

Dziwnie jest jechać z Malezji, gdzie możesz być zabity za posiadanie narkotyków, do miejsca gdzie są one legalne i praktycznie wszystko inne też. Muszę powiedzieć, że byłem dupkiem, bo nigdy nie miałem okazji zobaczyć dzielnicy handlarzy narkotyków, prostytutek, itp. przez cały czas kiedy tam byliśmy. A reszta chłopaków widziała. Oczywiście mam na myśli tylko to, że pooglądał bym ją sobie. To nie jest coś, możesz zobaczyć każdego dnia... nawet w Los Angeles. Promocyjny występ w Amsterdamie był super. Graliśmy jako support przed bardzo popularną tam grupą zwaną "Kane". To byli fajni goście i fajna grupa. Powinniście ich posłuchać jeśli tylko będziecie mieli okazję.

Niemcy były następnym przystankiem dla The Calling. Wiedzieliśmy jadąc tam, że Niemcy porządnie zagonią nas do roboty przez tych kilka dni. Zrobiono nam tam więcej zdjęć niż we wszystkich innych państwach razem wziętych. Nasze twarze bardzo bolały nas od uśmiechania się... no proszę Alex, uśmiechnij się... jeden mały uśmiech, uśmiech, uśmieszek... NIE! AAAAAH! Wystąpiliśmy w programie "Top of The Pops", który jest tam bardzo popularny. W większości programów w Europie, wymagane jest udawanie grania swojej piosenki. Dla nas muzyków, jest to do dupy, bo tam naprawdę się nie gra. W ostateczności mogę zaśpiewać, ale to wszystko. Sean zdecydował, że zagra dla milionów widzów zakładając pasek od gitary najwyżej jak to możliwe, tak, że miał gitarę tuż przy brodzie. To był naprawdę zabawny widok. Nate siadł przy bębnach, tak jakby był leworęczny i zmienił litery na perkusji na o 10 stóp większe. Miał na oczach czarny eyeliner i wielki sztuczny tatuaż na czole! Musiał zeskakiwać ze swojego siedzenia, żeby zagrać. A Aaron nosił spódnicę! Muszę zdobyć kopię tego nagrania, żeby mieć co wspominać. Nawet zabawniej było następnego dnia, kiedy występowaliśmy w kolejnym wielkim muzycznym widowisku, a Sean zadebiutował jako wiking. Znaleźliśmy taki wielki ohydny brązowy dywanik i okryliśmy nim jego ramiona. Nie sądzę żeby miał na sobie koszulkę, co czyniło to jeszcze bardziej śmiesznym.

W Norwegii poszło nam naprawdę świetnie. Brak mi już przymiotników. Muszę wrócić do szkoły. Norwegia bardzo przypominała mi Kanadę. Ludzie byli tam bardzo uczynni. Ale było trochę za chłodno dla nas Hollywoodzkich słonecznych chłopaków.


Szwecja była niesamowita. Miała tak piękny urok, że trudno to opisać. Podoba mi się ich architektura a sposób umeblowania mieszkań jest tak prosty i zwyczajny. Aaron i ja udzielaliśmy wywiadu do jakiegoś dziecięcego programu i dziennikarka przyniosła nam trochę słodyczy. Uwielbiam gumowe cukierki, więc kiedy zobaczyłem, że są pokryte lukrecją, nie mogłem się doczekać kiedy wsadzę je do ust. A one były tak CAŁKOWICIE pokryte solą, że w pewnym momencie po prostu je zwracasz. I po co to wszystko? W każdym razie to była bułka z masłem w porównaniu z tym co dali nam potem. Wręczono mi niebieską pastę do zębów i tubkę z rysunkiem przyjaźnie uśmiechającego się chłopca, który je kawałek "czegoś". Dziennikarka powiedziała "kładziemy to na nasze jajka albo wstrzykujemy to prosto do naszych ust". Więc wycisnąłem kawałek tego i, mój boże... kurde... przysięgam, że śmierdziało to jak psująca się ryba, którą ktoś zostawił w przepoconym bucie w śmieciach, które nie były wyrzucane, bo są przepełnione brudnymi pieluchami twojego młodszego brata. To był "kawior" albo rybia ikra przerobiona na pastę. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę kocham Szwecję, ale to było dla mnie chore. I to mówi gość, który jadł język, surową wątrobę, żabie udka, kangura i sushi z wołowiny w przeciągu ostatniego półtora miesiąca. Ten smród był tak silny, że pomyślałem, iż powinienem nosić wielką tubkę tego "czegoą" w swojej saszetce, żeby każdy mógł to poczuć. Poszedłem do naszego lokalu BMG, do Marcus'a, który nie znosi ryb i powiedziałem, "stary powąchaj tą cudowną pastę". Ponieważ jestem małym draniem, kiedy to wąchał, wepchnąłem to do jego nosa. Zaczął tańczyć po pokoju, krztusić się i pluć... to była fajna zabawa, szczerze.

Teraz patrząc wstecz na całą naszą trasę mogę bezpiecznie powiedzieć, że nasz występ w Szwecji był najlepszy. Fani byli tam zajebiście niesamowici i było o wiele goręcej bo ci wszyscy ludzie wypili dużo wódki...rock and roll. Byłem zdziwiony, że śpiewali ze mną nagrania, które pojawiły się tam dopiero tydzień temu. Było tak zajebiście gorąco, że każdy z grupy zdjął koszulki, z wyjątkiem Nate'a, który uważał, że powinien nosić bieliznę. Kiedy włączyliśmy instrumenty, Nate włożył banana do swoich bokserek i stanął na wprost gitary ocierając się o nią. To był odjazd.

Następnego dnia przyjechaliśmy do Danii. To było świetne uczucie być witanym przez te wszystkie fanki dźwigające prezenty, kwiaty i aparaty fotograficzne żeby zrobić ci zdjęcie, mimo tego, że wyglądasz jak gówno, bo spędziłeś cały dzień w samolocie i nie spałeś od 24 godzin. Jedyne zdanie, które nauczyłem się po duńsku brzmi "Jeg elsker danske piger"! (kocham duńskie dziewczyny). To coś dla dziewczyn. Obudźcie się. O.k....kontynuując dalej o Danii. Kiedy tam byłem musiałem jeść duńskie ciastka, i okazały się naprawdę super. Chciałem powiedzieć, że "niestety" nie była to rybna pasta, ale... Graliśmy w małym klubie, ale występ był i tak zajebisty. Nasza przebieralnia była trzy razy taka jak klub wzdłuż prezydenckiej posiadłości w Plaza. Musiałem udawać Bono, bo scena miała mały wybieg, który wychodził na widownię. Podczas kończącej koncert piosenki, wszyscy obróciliśmy się schodząc w dół, to było fajne.


Londyn był naszym ostatnim przystankiem, albo tak nam się wydawało. Nie miałem w ustach Starbucks (to cukierki - przyp.aut.) od półtora miesiąca, i to była pierwsza rzecz jaką dał mi Londyn. Mówiąc szczerze, każda grupa, na której punkcie mam obsesję, pochodzi z Anglii, więc byłem bardzo podenerwowany. Chciałem zrobić dobre wrażenie. Oczywiście był to świetny czas, żeby się rozchorować, co właśnie zrobiłem, ale na szczęście przeżyłem. W gruncie rzeczy nasz występ poszedł po prostu świetnie a fani wczuli się w niego bardziej niż myślałem. Byłem zadowolony z takiego przebiegu sprawy. Jako bardzo mały dzieciak byłem w Londynie, ale tym razem mogłem naprawdę docenić jego piękno. Zmusiliśmy naszego kierowcę, żeby jeździł w kółko znanych budynków, byśmy mogli ciągle powtarzać "patrzcie dzieci...Big Ben, Parlament...". Zobaczyłem nawet świetną sztukę z Matt'em Damon'em i Casey Affleck. W przeddzień wyjazdu Aaron poprosił naszą stylistkę, żeby zrobiła mu na głowie afro, do wszystkich wywiadów w telewizji. Jego głowa jest teraz ogromna. Zacząłem go nazywać Colt Forty Feinberg. Ostatniego dnia udzieliliśmy długiego wywiadu, gdzie poproszono nas, żebyśmy zrobili śniadanie w trakcie odpowiadania na pytania. Jeśli nie możecie zobaczyć Aaron'a z tym wielkim afro w kuchni, robiącego bardzo niedobre francuskie tosty, ze mną jako pomocnikiem... nie jesteście sami. Włożyliśmy kakao, ciasteczka, multiwitaminy i przyprawy do kurczaka do naszego "jajecznego chleba" i zasmrodziliśmy cały budynek.... co to była za wspaniała zabawa!


A teraz jesteśmy we Włoszech na dodatkowe kilka dni nagrywania występu dla MTV w Stanach. Bardziej doceniamy życie, po tym przerażającym wypadku samolotowym, który widzieliśmy. Wracaliśmy z Londynu mając okropną pogodę, gównianym samolotem, który nazwałem "brudny ptak". W połowie lotu coś się popsuło i przez jakiś czas spadaliśmy w dół tak szybko, że aż kilka razy podnosiło mnie z siedzenia. Dobrze jest być żywym i patrząc wstecz na tą przebytą trasę koncertową, mogę się uśmiechnąć.


Znów fajnie jest wracać do domu na przerwę i odpocząć chwilę, wiedząc, że ciężka robota jaką odwaliliśmy naprawdę popłaca. Dziwnie jest myśleć, że okrążyłem świat dookoła, przebyłem 25 tysięcy mil, odwiedziłem 11 państw i wypełniłem do maximum mój dziewiczy paszport w półtora miesiąca.

Dziękuję wszystkim fanom na świecie za całe wasze wsparcie, oddanie dla zespołu, przychodzenie na koncerty i okazywanie nam miłości, o której mogliśmy tylko marzyć. Powrócimy do was zaraz po tym jak spędzimy troszkę czasu w domu z naszymi OG fans (rodowitymi fanami?) w Ameryce.

To do wszystkich, którzy pomagali przy kręceniu klipu do "Adrienne" : miała ona świetny pierwszy tydzień, oby tak dalej! Prawie umarłem gdy się dowiedziałem, że skoczyła na 2 miejsce już po pierwszym dniu, czy coś takiego, od premiery. Róbcie tak dalej. Ta piosenka zmierza na pierwsze miejsce.


All the love! Do zobaczenia!

Love,

Alex