3 czerwca 2002


Pozdrówka dzieciaki! Przepraszam, że nie pisałem. Więc na czym skończyliśmy? Ah tak, na przyjeździe do domu na przerwę w trasie. Ostatnie kilka dni naszej trasy za oceanem zostały spędzone we Włoszech na nagrywaniu "Music In High Places" dla MTV i Direct TV. Pojawiło się to w telewizji w ostatni piątek i będzie powtarzane jeszcze wiele razy. To wyszło naprawdę świetnie i jestem z was dumny, chłopcy. Kręcili to świetnymi i wielkimi kamerami, które ważyły jakieś sto funtów. Powinniście widzieć kamerzystę, który próbował dogonić nas jeżdżących na skuterach, koniach i meleksach przez miasta takie jak Florencja i Sienna.

Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że pojawiając się w tak odległym, małym miasteczku jak Sienna, będziemy zbombardowani przez fanów. Przez te trzy dni spędzone tam, zagraliśmy kupę piosenek akustycznie dla setek ludzi, w najpiękniej położonych miejscach na świecie. Niestety, przez ten czas, zespół i ja byliśmy ledwo żywi. W ostatnie dni byliśmy wszyscy zdenerwowani. Na szczęście mieliśmy wrócić do domu moich rodziców położonego na obrzeżach Rzymu. Przypuszczam, że ekipa nie mogła nam wypożyczyć skuterów, więc przekupili tamtejsze dzieciaki, żebyśmy mogli zniszczyć ich skutery... Dzięki chłopaki! Kurde, szkoda, że nas nie widzieliście. To była cała niewyobrażalna potrzeba prędkości, po dwóch miesiącach nie-jeżdżenia na niczym. Sean palił gumy, ja robiłem beczki i podskakiwałem, a Billy zeskakiwał z motoru i utrzymywał się przy jego boku, jak w Mission Impossible 2. Jeśli tego nie widzieliście polecam samemu się do tego dorwać... Odwalili kawał dobrej roboty nagrywając to wszystko.

Tak jak przewidywaliśmy, nasza krótka przerwa powoli dobiegała końca, a my jeszcze koncertowaliśmy. Dosłownie 12 godzin po tym jak dotarliśmy do domu, Aaron, ja i nasze dziewczyny, zostaliśmy zaproszeni do Skywalker Ranch na premierę Gwiezdnych Wojen! Mimo, że ledwo stałem na nogach z przemęczenia, jak mógłbym to opuścić? Polecieliśmy znowu do San Francisco i wzięliśmy udział w premierze. Film był znacznie lepszy od tej ostatniej kupy gówna, którą nazwali Gwiezdnymi Wojnami. Jestem pewien, że teraz już wszyscy możecie to obejrzeć. Byli tam Carson i ludzie z telewizji TRL wraz z wieloma znanymi ludźmi. Mieliśmy niezłą wycieczkę po biurach. Zabawnie było zobaczyć gdzie ci ludzi pracują, i w jak ciężkich warunkach: posiadłość z tysiąca akrów, winnice, jelenie biegnące przez lasy, wszystko całkiem niezłe.


Przez następne dni cały czas spałem, jakbym chciał odespać cały stracony czas. Musieliśmy znów wystąpić u Jay Leno, co było naprawdę fajną sprawą. Dowiedziałem się o tym w ostatniej chwili, ale takie jest moje życie. Aaron pomyślał, że to dobry czas by zadebiutował ze swoim afro na głowie w międzynarodowej telewizji... czy ktokolwiek to widział? Jak mogliście takie coś przegapić. Wygląda jak arbuz na wykałaczce. Kiedy przeczyta moje słowa, będzie płakał dopóki nie zaśnie na swojej poduszce (to taki żart Mike'a Myers'a).

W każdym razie resztę naszego czasu spędziliśmy fajnie. Aaron i ja obejrzeliśmy mnóstwo filmów, spędziliśmy czas z naszymi rodzinami i dziewczynami, kiedy reszta zespołu... wciąż grała? Sean śpi przytulony do swojej gitary i bełkocze "I Will Always Love You" Whitney Houston. No, może nie, ale wiecie o co mi biega.

Oczywiście ostatnie trzy dni mojego cennego wypoczynku, spędziłem chory jak pies, z grypą. To zabawne, bo zdarza się to tylko wtedy, gdy tempo mojego życia trochę zwalnia i faktycznie mam czas żeby się rozchorować. Większość czasu spędziłem chodząc po domu i robiąc to co musiałem, przez cały czas słuchając radia w nadziei, że usłyszę po raz pierwszy w radiu "Adrienne". Przez dwa tygodnie jej nie puścili. Przysięgam, że gdybym usłyszał Vanessę Carlton i jej "A Thousand Miles" jeszcze jeden raz, to bym zwymiotował (to świetna piosenka, ale do pierwszych 46,576 razy kiedy się ją słyszy). Wreszcie, ostatniego dnia przerwy, siedziałem w samochodzie, zjeżdżając do podziemnego parkingu i słuchałem jak zwykle radia "Star", kiedy zapowiedziano "a teraz najnowszy hit The Calling - Adrienne"! Powiedziałem "dawać skurwiele - grajcie ją". Ale nagle radio zaczęło przerywać, bo zjeżdżałem zbyt nisko w dół do podziemi, a za mną było jakieś 20 samochodów chcących zaparkować, trąbiących klaksonami, bo nie mogłem zawrócić, więc stanąłem. "Jedź kurwa, jaki masz problem stary"? Powiedziałem "wy nie rozumiecie, ja muszę posłuchać tej piosenki, to bardzo ważne." A jeden gość, który stał kilka samochodów dalej, wykrzyczał "pierdolić twoją piosenkę!" W każdym razie, żeby skrócić tą opowieść, siedziałem tam przez 4 minuty i 5 sekund, zmuszając wszystkich, żeby włączyli radio Star i posłuchali Adrienne... to było ciekawe doświadczenie.


Zespół i ja spakowaliśmy walizki i wylądowaliśmy na kolejnej trasie, która zaczęła się w Orlando na Florydzie... Disneyland! Skąd najlepszą przejażdżką, jest przejażdżka z powrotem do domu (tylko żartuję, kocham Disneyland). Graliśmy w Hard Rock i zostaliśmy powitani znów w tym świecie przez ogromny tłum, pełen was - fanów!

Następny dzień był naprawdę jedynym w swoim rodzaju przeżyciem. Graliśmy w parku Atlanta Centennial dla 100,000 ludzi. Byliśmy częścią świetnego radiowego występu z India Arie i John'em Mayer'em. Nie umiem opisać tego przypływu emocji i uczuć, kiedy wchodzisz na scenę, a ci wszyscy ludzie gapią się na ciebie. Próbowałem się nie potknąąć i nie upaść na twarz, bo poprzedniego dnia prawie to zrobiłem i teraz zaczynam mieć kompleksy. Koncert graliśmy z Alanis Morissette, a ona zrobiła to samo więc nie czułem się jak głupek. Pomijając to, jej występ był niesamowity i z niedowierzaniem szczypałem się zdając sobie sprawę, z jak wielkimi gwiazdami gramy koncerty. Wystąpiliśmy też w Fox show, które nazywano "Teenapaloza" czy coś w tym stylu. Spotkaliśmy Craig'a David'a. Był bardzo miły, a podsłuchując jego wokalną rozgrzewkę, mogłeś stwierdzić jak do dupy on śpiewa.

Musieliśmy wystąpić w show u Regis and Kelly w Nowym Jorku. Na początek pozwolili nam zagrać dwie piosenki. Pozwalają zespołom grać ich piosenkę tylko przez 2 minuty i 30 sekund, co jest praktycznie o minutę za krótko jak dla każdej normalnej piosenki, która kiedykolwiek została napisana. Więc nam pochlebiono. Ukrócili nawet dla nas pojawienie się i głupie gadanie Rupert'a Everet'a, co było przemiłe z ich strony. Graliśmy dziś show na zakończenie roku szkolnego dla dziewczyn z katolickiej szkoły... jakie ciężkie jest moje życie.


Słyszałem, że klip do Adrienne nie pojawił się w TRL w ostatni czwartek. Wy kochani, odwaliliście kawał fantastycznej roboty, więc nie smućcie się z tego powodu. Nadal róbcie to co do tej pory i próbujcie, a może uda się ją znów tam zobaczyć. Wiem, że będę powołany.

Następnego dnia fanka o imieniu Shawna, dała nam niesamowity collage zrobiony z setek zdjęć z naszej ostatniej trasy po USA i z trasy za oceanem. To niesamowity prezent, który na zawsze będzie dla nas skarbem. Dziękuję, wam wszystkim, za całą waszą miłość. Do następnego razu.

Much love, Alex i zespół.



27 czerwca 2002


To trwało zbyt długo! Przepraszam, że nie pisałem miliony lat, ale wszystko co się działo było totalnie zakręcone.


Więc, jak wszyscy wiemy, Sean odszedł, co jest trochę dziwną wiadomością... Wrócę do tego później. Jestem teraz w samolocie, lecę z Paryża do domu i zastanawiam się... czy pozwolą na to by przynieść spadochron ze sobą na pokład? Wiem, że nie można mieć żadnych noży, broni, itp., ale z jakiegoś głupiego powodu, czułbym się bezpieczniej w samolocie, gdybym miał obok spadochron. To znaczy, kiedy był ostatni raz gdy ta wielka żałosna kamizelka ratunkowa, uratowała komuś życie w wypadku samolotowym? Masz zagwarantowane, że gdy wyskoczysz z samolotu, spadając tysiące mil na godzinę, prawdopodobnie zostaniesz rozerwany na strzępy przez pęd powietrza, zanim w ogóle spróbujesz złapać powietrze, którego nie ma, albo zamarzniesz najpierw na śmierć... Ale, czy nie mógłbyś wstrzymać oddechu dopóki nie spadniesz na poziom gdzie jest powietrze, potem rozciąć w porę sznur od spadochronu by bezpiecznie wylądować gdzieś po środku Atlantyku i spróbować nie być zjedzonym przez rekiny i ogromne kałamarnice wielkości tankowców zanim spróbujesz dopłynąć do złotej Ameryki? Mnóstwo czasu, mnóstwo spóźnionych myśli. Nie ważne jak wiele razy latałem, zawsze jest to oddech z ulgą i szacunek do życia kiedy wylądujesz.


Tak czy inaczej, przyzwyczaiłem się już do zmiany czasu na europejski po tygodniu a teraz wracam do domu!

Wow... jak przerażająco wyglądasz w tym strasznym pomarańczowym świetle samolotowej ubikacji po spaniu jak na szpilkach i wypiciu zbyt dużej ilości szampana?

Więc jak doszliśmy do tego... Otóż, ostatnio skończyliśmy na radiowej trasie w Stanach, kiedy rzeczy działy się zadziwiająco normalnie. Definitywnie były tam i wzloty i upadki. Ale zacznijmy od wzlotów.

Po kilku świetnych występach radiowych i dwóch słonecznych dniach wolnego na Florydzie, to była noc przed moimi 21 urodzinami i byliśmy o godzinę od wyruszenia do Miami. Właśnie się rozgrzewałem i odczyniałem swoje przedkoncertowe rytuały, kiedy ktoś przez mikrofon poinformował mnie, że Steven Tyler z Aerosmith jest w drodze do naszej przebieralni! Że co? By opisać to wszystko w skrócie, powiem, że jest on fanem muzyki, którą gramy i była to moja urodzinowa niespodzianka. Aaron i reszta chłopaków wiedzieli o tym wszystkim, ćwiczyli i nauczyli się grać "Walk This Way", którą gra Aerosmith i mieliśmy wykonać ten utwór na koniec koncertu z szalejącym Stevenem Tylerem... Miałem zaśpiewać jedną z najbardziej odjechanych piosenek, jakie kiedykolwiek zostały napisane, z jednym z moich największych idoli, dla 15 tysięcy ludzi, za, jakby, mniej niż 30 minut!...KURWA! Nie miałem absolutnie ŻADNEGO pojęcia jakie są słowa do tej piosenki! To znaczy słyszałem ją milion razy, dorastałem na niej... "Hey kiddie shmiddy...blah dah feet flying up in the air... me she's foolin... I knows you poolin? Coś tam, coś tam... Walk This Way!" Tą część znam! Kiedy serce zaczęło mi walić zdałem sobie sprawę:

1)Jak się nauczę całych tych słów bez płyty, w przeciągu kilku minut.

2)Na jakiego kompletnego kretyna wyjdę w jego oczach kiedy będę zmuszony mu powiedzieć... "Jestem twoim największym fanem... to niesamowite... nie mogę się doczekać kiedy z tobą zaśpiewam... he, he, he, nie znam słów!"

Tak czy inaczej, kiedy pot z nerwów pokrył mi dłonie, wszedł Steven Tyler. Natychmiast uspokoił naszą gonitwę myśli, przez bycie naprawdę, naprawdę jednym z najbardziej wyluzowanych życiowych ludzi jakich kiedykolwiek spotkałem. Po naszej rozmowie i zadaniu przeze mnie pytań na które zawsze chciałem znać odpowiedź, musiałem mu powiedzieć, że mam mały problem.


On od razu powiedział "Hej, stary, czy ty myślisz, że ja znam teksty do wszystkich swoich piosenek? Mam monitory na każdym występie, więc mogę je widzieć!" Tak więc napisał mi wers do zaśpiewania z nim i obydwaj dopracowywaliśmy to przytupując sobie nogami w rytm muzyki. Występ był niesamowitym przeżyciem, a Steven zaśpiewał dla mnie nawet kawałek Happy Birthday. To było jak dotąd najbardziej zdumiewające przeżycie, którego nigdy nie zapomnę. Wielkie dzięki, dzięki, dzięki dla Steven'a Tyler'a za to, że lubi naszą muzykę i robi to dla mnie i podziękowania dla radia Y100 FM za zmontowanie tego wszystkiego. Moje 21 urodziny naprawdę zaczęły się z hukiem. Więc to była moja mała opowieść o tym wszystkim.

Następnego dnia, w prawdziwy dzień moich urodzin, pojechaliśmy do Dallas w Texasie, by dać wielki show. Dostałem tak dużo extra prezentów od was na urodziny. Szczególnie polubiłem jeden collage, mini - Ferrari i głupie usiłowania zafundowania mi prawdziwego Ferrari. Wy to jesteście świrnięci. Jedna dziewczyna dała mi ogromną kopertę pełną maili, z życzeniami urodzinowymi, które wszyscy przesłaliście. Siedziałem przez jakieś dwie godziny i czytałem każde z nich. Dzięki wam! Jesteście słodcy! Ta sama dziewczyna namalowała też rysunek ala South Park z członkami The Calling, który był zajebiście odjechany!


Występ był fajny i zespół przestał grać w środku "Could It Be Any Harder" by przynieść mi tort i zaśpiewać "Happy Birthday", co stało się tradycją w The Calling, ostatnimi dniami. :)


Tej nocy, zanim padłem ze zmęczenia, Sean zdecydował ogłosić swoje odejście z zespołu i powiedział nam, że zamierza grać z LifeHouse. To wyszło tak nagle z niczego i byłem zszokowany, że powiedział to w moje urodziny i to tylko z tygodniowych wyprzedzeniem. Przyznaję, że byłem wkurzony, ale, tak jak już wam wcześniej napisałem, nie ma żadnych złych (negatywnych) wibracji i kochamy Sean'a i my byliśmy naprawdę smutni widząc jak odchodzi. Nie jestem przeciwko niemu w żaden sposób, to po prostu sprawia, że moje życie staje się cięższe.

By wyjaśnić wszystko wam i fanom Lifehouse : otóż, kiedy powiedziałem, że Lifehouse był zespołem który szanowałem, to dokładnie to miałem na myśli. Jacy ludzie mogliby zaoferować i zabrać nam członka naszego zespołu by ulepszyć swój własny? Tak, to była Sean'a decyzja, ale nigdy nie powinno się niczego oferować. Lubię Jason'a, resztę chłopaków, i ich świetną muzykę i przepraszam jeśli kogoś uraziłem, ale jestem pewien, że wiecie o co mi chodzi. Także, wbrew temu co niektórzy z was sobie myślą, jesteśmy zespołem, tak samo jak Lifehouse, bez różnicy w strukturze.... Tak, Aaron i ja piszemy muzykę, tak samo jak tylko dwóch członków Lifehouse czasami, ale to nie powstrzymuje nas od bycia najlepszymi przyjaciółmi, zmierzającymi w kierunku tych samych marzeń i celów, kompletnie zjednoczeni. Nasze kierownictwo nie kontroluje niczego co sami robimy.


Więc dziewczyna, która nazywa siebie "Emily" w naszym Forum, może wyluzować. Nie masz pojęcia, o czym mówisz. Przestań zaśmiecać nasze FORUM. Do widzenia! Żegnam! Sprawa zamknięta i ruszamy dalej.

Reszta naszej radiowej trasy skończyła się bez problemów i Sean spisał się świetnie, kończąc z nami wszystkie występy w USA. Mimo, że wszyscy wiedzieliśmy co stanie się za kilka dni, Sean i my wszyscy byliśmy profesjonalni i naprawdę czerpaliśmy radość z każdej minuty aż do końca. Jego ostatni występ z nami odbył się w Modesto w Kalifornii i to był odjazd. Dobrze się spisaliśmy Sean.

Mój dziadek umarł tego samego dnia, więc miałem duży ciężar do udźwignięcia. Słowa i emocje w naszych piosenkach nabierają znaczenia, kiedy takie coś się zdarza i wiem, że wielu z was tego doświadczyło. Jedną z największych rzeczy w życiu jest usłyszeć o problemach fanów i że poradzili sobie z nimi dzięki naszej muzyce. W tym wszystkim co się teraz dzieje na świecie, kiedy wielu z nas żyje w strachu prowadząc swoje zwyczajne codzienne życie, zawsze znajdę chwilę, i uświadamiam sobie wtedy, jakimi szczęściarzami jesteśmy i potrzebujemy kochać każdego dnia, by je dopełnić. Szczerze mówiąc, byłem trochę przerażony jadąc do Europy, ale mam przecież swoich rodziców, przyjaciół.

Wyjechaliśmy następnego dnia jako czwórka, by podbić Francję, Hiszpanię i Anglię, co było, na szczęście, tym co lubię nazywać wielką gównianą trasą. Dużo gadania, dużo zdjęć i dużo europejskich programów telewizyjnych, które nie pozwolą ci tak naprawdę grać. Więc byliśmy zdolni zmusić się by przejść przez to wszystko.

Do Madrytu lecieliśmy razem z No Doubt. Jestem strasznym tchórzem, bo dosłownie przez cały lot, chciałem podejść do Gwen i się przedstawić, powiedzieć jak wielkim jestem jej fanem i jak bardzo kochamy ich muzykę. Ale nie, stchórzyłem. Miałem przecież 1001 szans by to zrobić. Oto cały ja.

Przez długi czas bardzo chciałem pojechać do Hiszpanii, więc fajnie było tam być, mimo, że tylko na dwa dni. Lubię pojechać w jakieś nowe i piękne miejsce i próbować zdobywać sobie fanów. To jak wyzwanie, jakby wszystko zaczynało się od nowa, w każdym nowym państwie do którego jeździmy.

Fajnie było wrócić do Londynu, gdzie już mamy grupę świetnych fanów, którzy nas wspierają. Szefowa naszego Street Team'u w Londynie i jej znajomi, byli dla nas bardzo mili i okazali nam wsparcie nawet podczas tych dziwnych telewizyjnych występów gdzie musieliśmy grać. Ale które nie miały nic wspólnego z rock- and-rollem. To jest to, co lubię w Ameryce. Telewizja jest bardziej prawdziwa z zespołami. To co widzisz, jest tym co dostajesz. Ale nie w Europie. Billy lubi podłączać swoją gitarę basową pod gitarę Aarona, co dodaje fajnego dźwięku. I nawet nie pytajcie co Nate robi z tyłu potajemnie grając na swoich podwójnych talerzach od perkusji, Slayer-style, w trakcie "Wherever You Will Go".

A wiecie, co było najfajniejsze, w "Top of The Pops" zobaczyliśmy Robert'a Plant'a, wokalistę Led Zeppelin, wykonującego kilka nowych utworów. Jestem wielkim fanem Zeppelin od kiedy się urodziłem i mój tata puszczał ich w domu. Mogliście usłyszeć o tych wszystkich dragach i seksie i dragach i dragach w jego głosie... Jeny, co za niesamowite życie on miał. Aaron i ja mieliśmy zagrać szybko akustycznie kilka piosenek dla radia Capitol, z kilkoma zwycięzcami konkursu. DJ dał czadu i kiedy mi powiedział, że ma nowe Ferrari, miałem ochotę mu przywalić. Później dał mi model tego samochodu i podpisał go "marzenia". Dzięki stary!

Okazało się też, że sułtan Brunei (jeden z najbogatszych ludzi na świecie) ma nastoletniego syna, który jest naszym fanem i przeleciał długą drogę z małej wysepki na Brunei, by zobaczyć nasz występ akustyczny (i żeby kupić sobie trochę ciuchów, bo jego były jak sprzed potopu). To było zabawne, bo wtoczył się jak kuloodporny mercedes, z przynajmniej 5-ma ochroniarzami, jakby był rodem z filmu "Coming To America" - ("Książę w Nowym Jorku"; jeśli tego nie widzieliście - wypożyczcie sobie, Eddie Murphy w najlepszej roli). Ale gość był super fajny. Więc jeśli to stary przeczytasz, dzięki za przybycie z tak daleka tylko po to by nas zobaczyć i mam nadzieję, że zagramy czasem dla ciebie i twojej siostry z całym zespołem. Tak trzymaj!

To naprawdę dziwne myśleć, że nasza piosenka jest teraz grana dosłownie wszędzie. To mi tak dużo daje, kiedy widzę tak wiele fanów na naszej stronie z tak wielu różnych miejsc na ziemi. Czy mogłoby być lepiej?

Więc odwaliliśmy naszą robotę w starej, dobrej Anglii i polecieliśmy do Paryża, do Francji! Gdy dorastałem, tak wiele razy latałem do Włoch i do Europy, ale nigdy nie widziałem Paryża. Mój dziadek, który, jak już wcześniej wspomniałem, co dopiero zmarł, urodził się i dorastał w Paryżu. Więc było to bardzo poruszające, móc zobaczyć to miasto. Jestem totalnie w nim zakochany. Ręce opadają, jak na mój gust. To najbardziej cudowne miasto na świecie, jak dotąd. Mieliśmy tam dzień wolnego, ale byłem tak zmęczony, że spałem do trzeciej po południu. Nie chciałem zwiedzać Paryża pierwszy raz bez mojej dziewczyny (zabiłaby mnie gdybym to zrobił), więc zachowam to na później. Widziałem zresztą kawał miasta, kiedy jeździliśmy udzielać wywiadów i to mi wystarczyło, żeby się w nim zakochać. Wow, a jedzenie było wyrąbane w kosmos! Billy i Nate po raz pierwszy spróbowali kawioru, co było zabawne i przysięgam, że wszystko co potrafiliśmy, to mruczeć w uznaniu dla tego jedzenia podczas wszystkich obiadów. Jestem wielkim fanem filmu "Moulin Rouge", więc było to dla mnie dziwne zobaczyć, jak to wygląda dziś naprawdę. Zobaczyliśmy nawet sex-muzeum z kilkoma totalnie zakręconymi i zadziwiającymi, ręcznie wykonanymi rzeczami zachowanymi od tylu setek lat aż do naszych.

Nasz hotel, tak zadziwiający jak wcześniej, teraz był trochę koszmarny, bo byliśmy prawie złączeni z Amerykańską Ambasadą. Przez te dni okropnych bombardowań, nienawiści skierowanej na nasz kraj, byłem trochę niepewny by tam zostać, pomimo faktu, że była tam kupa gliniarzy uzbrojona od stóp do głów, patrolująca okolicę, no i wszystkie ulice były zamknięte. Boże, jeśli jeszcze raz usłyszę o jeszcze jednym pierdolonym idiocie, który kończy swoje własne życie i zabija przy tym kupę niewinnych ludzi, to zacznę krzyczeć! Co u diabła jest nie tak z tymi ludźmi? Modlę się, żeby taka sytuacja w Palestynie i Izraelu zmieniła się na lepsze. W USA mamy naprawdę dobrze w porównaniu z innymi krajami.

Tak więc jestem, ciągle w samolocie. Obejrzałem te same gówniane filmy jakieś trzy razy. Zapychałem się suchymi prażonymi orzeszkami ziemnymi, wylałem na siebie sok żurawinowy i teraz rozważam, czy legalnie można nosić maski gazowe. Kiedy byłem mały, podczas jednego lotu do Europy z moją rodziną, wylałem na siebie mleko, dużo mleka. Więc mama powiedziała, że wywiesi moje ubrania i bieliznę w oknach, żeby wyschły. Więc nakryłem się cały kocem i trząsłem się z zimna, cały nagi przez kilka ostatnich godzin lotu. Kiedy zasnąłem, stewardessa przyszła sprawdzić, czy każdy ma zapięte pasy do lądowania. Kiedy dotarła do mnie, zszarpnęła mój mały kocyk by sprawdzić pasy. Aaah! To była pobudka, której nigdy nie zapomnę.

Tak, czy inaczej, teraz jestem w domu! Dom jest dobry dla odmiany. Mimo, że nasza przerwa będzie pełna przesłuchań i ćwiczeń, nadal będzie przyjemnie wrócić do domu. Wracamy zagranicę w pierwszym tygodniu lipca, na jakieś trzy dni, a potem, założę się, że nie zgadniecie co będziemy robić w wakacje? Hmm, może... więcej koncertować! Tym razem z nowym członkiem grupy, nową piosenką i może z jednym lub dwoma cover'ami.

Wy, wszyscy fani, sprawiacie, że to dzieje się naprawdę. Jesteście siłą napędową dla The Calling. Dzięki za prześledzenie tego żałośnie długiego dziennika. Ah, ja już głupieję. Idźcie sprawdzić stronę Teen Choice Awards i zagłosujcie na nas! Byłoby cool, gdybyśmy wygrali jakąś nagrodę... Wiem komu najpierw podziękuję. ;)

Wasz Nieustraszony Lider, Alex Band