12 lipca 2002


Siema ludziska! Chciałem, żebyście byli pierwszymi, którzy się dowiedzą, że znaleźliśmy nowego gitarzystę. Nareszcie! Pozwólcie, że powiem, iż nie było to łatwe zadanie. Pomiędzy ponad 50 którzy próbowali, mieliśmy nawet fana, który przyleciał z bardzo daleka na przesłuchanie i naprawdę zrobił na nas wrażenie, ale to nie był jeszcze ten właściwy.

Tak czy inaczej, nowy gitarzysta ma na imię Dino i pewnie niektórzy z was pamiętają go z zespołu Laura Dawn. Jest świetnym facetem i zajebistym gitarzystą. Niestety, najprawdopodobniej Dino będzie mógł grać z nami tylko do następnej trasy po USA. Ale okażmy mu wszyscy miłość i traktujmy go jak członka zespołu.


Zapracowywaliśmy się, jak zwykle, i nie mogliśmy się doczekać, kiedy w końcu wyjdziemy i zagramy dla was wszystkich... i wreszcie gramy w Cleveland. YAY! Tak czy inaczej, mam w opracowaniu dobry pamiętnik z trasy i nadal dopisuję do niego kolejne szalone rzeczy. Więc już wkrótce wszyscy będziecie mogli go przeczytać. Mam nadzieję, że wszyscy macie się dobrze i głosujecie na Teen Choice Awards gdy tylko nadarza wam się okazja.

Do zobaczenia wkrótce! Zawsze nagi :)

aLeX BaNd i chłopaki



25 lipca 2002


Więc wracając do tych szalonych dni przerwy, zakończyliśmy ją w środku dwóch tygodni jako czwórka jadąca na najdłuższą z najkrótszych europejskich tras, jaką kiedykolwiek graliśmy. Nie mieliśmy gitarzysty na czas tych dwóch koncertów dla 100,000 -ej publiczności, więc zdecydowaliśmy, że ja będę grał na gitarze. Wyjechaliśmy w piątek rano, lecieliśmy 15 godzin z przesiadką i trzygodzinnym postojem w Londynie, do Danii, potem jechaliśmy 2 godziny, zagraliśmy ogromny festiwal, wróciliśmy, spaliśmy 3 godziny, lecieliśmy 4 godziny do Londynu, spędziliśmy tam doprowadzający do szału dzień z prasą i zagraliśmy koncert dla największego tłumu jaki kiedykolwiek widziałem, wsiedliśmy do samolotu i lecieliśmy 12 godzin z powrotem do domu... łaaaa.... To wszystko co mogę powiedzieć o podróżowaniu w ten weekend i gitarze. Wyjechaliśmy w piątek rano, lecieliśmy 15 godzin z przesiadką i trzygodzinnym postojem w Londynie, do Danii, potem jechaliśmy 2 godziny, zagraliśmy ogromny festiwal, wróciliśmy, spaliśmy 3 godziny, lecieliśmy 4 godziny do Londynu, spędziliśmy tam doprowadzający do szału dzień z prasą i zagraliśmy koncert dla największego tłumu jaki kiedykolwiek widziałem, wsiedliśmy do samolotu i lecieliśmy 12 godzin z powrotem do domu... łaaaa.... To wszystko co mogę powiedzieć o podróżowaniu w ten weekend.

Teraz, podniecenie, ekscytacja, i poczucie prawdziwego spełnienia, jakie przyniosły mi te dwa dni, są nieporównywalne do niczego. Duński show z technicznych powodów był jedną z najcięższych rzeczy, z jakimi miałem kiedykolwiek do czynienia. To było tak, jakby to całe moje gówno na którym polegałem, postanowiło sobie nagle wziąć urlop i gówno mogłem usłyszeć przez większą część koncertu, co sprawiło, że śpiewałem, a raczej nie śpiewałem jednej piosenki (lub dwóch), w trakcie kiedy kapela je grała. Pomimo tego bałaganu, to był rockowy show i tłum to kochał, więc nieważne... przebyłem ciężką drogę przez to wszystko co się psuło, przez 45 minut na scenie. Duńscy fani! - jesteśmy na zawsze wasi, czekaliście na lotnisku od 4 rano przez dwa dni, by być świadkami naszego przybycia, i obdarowaliście nas podarunkami. Jedna dziewczyna powiedziała mi nawet, że urodziła ostatnio dziecko i dała mu imię "Alex Billy". To po jej dwóch ulubionych członkach The Calling... wow, przerażające, ale wow.

Nasza ekipa BMG z Anglii przywitała nas złotą płytą, za ogromną ilość sprzedanych płyt i debiut naszego singla na 2 miejscu tamtejszej listy. To naprawdę jest wielkie spełnienie dla mnie i szczerze - doprowadziło mnie to do płaczu. To znaczy, każda niesamowita grupa którą uwielbiam i na której dorastałem, wzięła początek właśnie tam, prawie nikt z amerykańskich artystów nie może się przebić przez tą muzyczną scenę. A my staliśmy tam jako prawdziwa grupa, gdzie radio jest zdominowane przez boys-bandy i popowych idoli. Więc kiedy wszedłem na tą scenę, przed tyloma słuchaczami i milionami widzów oglądających nas w telewizji, w chwili gdy Aaron zaczął grać "Wherever You Will Go" intensywność ludzi w tym niesamowitym, pięknym kraju, zapierała mi dech w piersiach.

To świętowanie musiało być wyniesione poza scenę. Aaron i Billy pomyśleli, że dobrym pomysłem będzie noszenie jedynie swoich prestiżowych szlafroków z hotelu, w którym się zatrzymaliśmy, ze złotymi płytami pod pachami, do miejsca gdzie mieliśmy urządzić obiadową ucztę tego wieczoru. Powinniście widzieć wyraz twarzy tych ludzi, którzy jedli w tej całkiem przyjemnej restauracyjce, kiedy zobaczyli owłosioną klatę Aarona roztrzepaną na jego świecącej złotej kolekcji, dumnie ukazującej naszyjnik z Gwiazdą Dawida. Jaką przyjemność masz z życia, jeśli choć raz przez chwilę nie możesz zgrywać głupka?

Myślałem, że deser o nazwie "egzotyczny owoc" brzmi interesująco, ale się myliłem. Przysięgam, że ten talerz był pełen najdziwniejszych owoców z najbardziej oddalonych miejsc na ziemi, o których nigdy w życiu nie słyszałem i nigdy w życiu nie widziałem. Więc po małym drinku i dobrym jedzeniu, puściliśmy w obieg każdy kawałeczek tych owoców i próbowaliśmy je. Nie śmiałem się tak strasznie od bardzo długiego czasu. Każdy z owoców był pełen kompletnie odrażających dziwnych kolorów. Nigdy czegoś takiego nie jadłem. Jako pierwszy spróbowałem i powiedziałem "Nate, to nie jest takie złe, spróbuj" i w momencie kiedy on brał dużego gryza czegoś co wyglądało jak kokon ufoludka z Marsa, ja wszystko wyplułem. Billy ścisnął owoc, i w końcu włożył cały kawałek do ust, zrobił się zielony, i praktycznie zwymiotował go prosto na stół ze śmiechem i wstrętem. Nie potrzeba mówić, że kelnerzy byli szczęśliwi, widząc nas - dzieci - płacących rachunek i opuszczających restaurację.

Zaraz gdy wyszliśmy z restauracji, by przejść przez ulicę do hotelu, ten "malutki" tłum dla którego graliśmy wcześniej, wypuszczał się w wielkich grupach wprost na nas. Tak szybko jak ujrzeli nas w naszych szlafrokach, to było piekło. Uciekaliśmy w dół ulicą przed setkami ludzi ścigających nas, kiedy Aaron i Billy próbowali przytrzymać swoje szlafroki, żeby nie spadły. Wbiegliśmy do hotelowej poczekalni, gdzie była ochrona, która mogła ich powstrzymać, ale niestety poczekalnia była w całości zrobiona ze szkła, oprócz małego kącika, za którym się schowaliśmy. Ale tłum szybko dowiedział się, że tam jesteśmy i zaczął zaparowywać okna, poprzez swoje okrzyki "Calling! Calling!". Nie mogliśmy wyjść i rozdawać autografów z obawy, że zostaniemy rozerwani na kawałki. Ale Aaron i Billy zrobili coś extra. Wybiegli przed tłum i rozchylili swoje szlafroki oślepiając fanów. Biegali w tą i z powrotem, na wpół nadzy, nosząc się nawzajem "na barana" i wywołując tym gigantyczny krzyk tłumów. To była świetna zabawa. Chciałem wyjść i rozdać im autografy, a mój menedżer śmiał się i powiedział, że mi odbiło. Czy wspomniałem, że kiedy otrzymaliśmy nasze złote plakietki, była też jedna z napisem "Nowy Gitarzysta" a w nawiasie pisało "mimo, że jeszcze wiele nie zrobiłeś". Myślę, że było to całkiem zabawne. Więc nasza robota dobiegła końca i mogliśmy wracać do domu. Jack Black - komik/muzyk/aktor (znany ze swojej grupy "Tenacious D") leciał z nami w powrotną stronę. Będąc jego fanem postanowiłem nie być tchórzem tym razem i pogadać z nim. Był bardzo fajny i spytał "hej, czy to nie was widziałem wczoraj w hotelu, obnażających się przed setkami waszych własnych fanów" i z dumą powiedziałem TAK.

Byliśmy znów w domu na zdawałoby się dwa dni... no, to były dwa dni, ale nieważne. Ćwiczyliśmy razem z Dino i byliśmy gotowi zacząć naszą tutejszą trasę. Naszych kilka pierwszych występów było zamkniętych. Zaczęły się w małym miasteczku Clio w Michigan. Było to dla nas i Dino trochę stresujące, bo graliśmy z nim pierwszy raz, ale wyszedł na scenę, grał i dał czadu. Jedna naprawdę słodka fanka, przesłała nam najbardziej niesamowite prezenty. To były ręcznie malowane kurtki, które przysłano w wielkich pudłach. Dziękuję bardzo za to wszystko i te wszystkie słodkie słowa. Nate nosił swoją kurtkę na scenie tego wieczoru. W Peoria w stanie Illinois i Lansing w Michigan było dużo dobrej zabawy. Miło było wrócić do Cincinnati i zagrać z Bogarts jako supportem. Tego wieczoru otrzymałem najdziwniejszy podarunek od fanki. Była początkującą autorką pornosów i napisała mnóstwo okropnych historii ze mną w jednej z ról. Najstraszniejszą rzeczą było to, że była ona naprawdę dobrą pisarką.

Tak więc, dotarliśmy następnego dnia do Cleveland! Po ilu, dwóch lub trzech odwołanych koncertach? Dziękujemy wam za to, że nas nie znienawidziliście i nadal okazujecie nam wsparcie. Prawie umarłem na scenie z chorego gorąca jakie tam było tego wieczoru. Moje spodnie dosłownie ześlizgiwały się ze mnie. To był jak dotąd najgorętszy koncert jaki kiedykolwiek grałem. Generator w naszym autobusie zepsuł się tego wieczoru i musieliśmy jechać całą noc w kompletnych ciemnościach i bez prądu, co oznacza.... bez playstation! Oh, to było smutne. Następnie zatrzymaliśmy się w Ohio, w małym mieście Bucyrus. To miejsce gdzie rzeczy zaczynają być interesujące. Ogromna burza nagle zerwała się kiedy wjeżdżaliśmy do miasta. Furgonetka, która jechała z tyłu, wjechała wprost na autobus, rozrzucając nas - małe kościste suki - po autobusie jak krążki od hokeja. Na szczęście nikomu nic się poważnego nie stało, ale przypomniało mi to o naszym wypadku na jesieni zeszłego roku, kiedy nasz kierowca wjechał do tunelu, który był za niski dla naszego autobusu, na pełnym gazie, zgniatając nasz autobus jak kanapkę i spowodował, że z tyłu zderzyły się jeszcze trzy samochody Ah, stare dobre czasy. Wszyscy lokalni mieszkańcy wyszli ze swoich małych sklepików by obejrzeć tą bardzo niezwykłą scenę na środku ich głównego skrzyżowania.

Pogoda psuła się a my weszliśmy na halę (tam gdzie mieli grać koncert - przyp. aut.) Gdy wchodziliśmy widać było wielki ręcznie malowany napis "Dziś wieczorem THE CALLING z Los Angeles"! I był też ten okropny rysunek przedstawiający mnie z totalnie rozpiętą koszulką ukazującą prawdziwie zarośniątą włochatą klatką piersiową! Myślę sobie "co to u diabła ma być"? Oczywiste jest to, że nie są przyjaźnie do mnie nastawieni! Tego dnia z powodu deszczu, wszędzie było ogromne błoto, więc pomyśleliśmy, że to dobry czas żeby wyciągnąć nasz kij baseballowy i piłeczki do tenisa i zagrać. Strasznie się ubłociłem i zaraz po moim pierwszym podaniu, Aaron odbił przez przypadek piłkę wprost na mnie, uderzając mnie w ramię i powalając na ziemię... No i na tym się skończyło. Później, tego samego wieczoru, chłopaki dorwali kapelusze ze świńskich wyścigów i nosili je na scenie. Billy musiał się poświęcić i nie nosić swojego myśliwskiego kapelusza, którego nie zdejmował, odkąd go kupił tydzień wcześniej.

Następnie wyjechałem do Milwaukee w Wisconsin, poobijany, bez prądu w autobusie, z ubłoconą i obitą ręką, ale w dobrym humorze. Prawie rok temu, co jest zadziwiające jak czas szybko płynie, zaczęliśmy naszą pierwszą trasę w Milwaukee z LifeHouse i Michelle Branch 10-go września. Wszystkie moje wspomnienia odnośnie 11-go września miały miejsce tam w Milwaukee, przez 4 dni, kiedy utknęliśmy w hotelu. Więc poczułem się jakoś dziwnie wracając tam by zagrać w The Rave. Ale teraz szliśmy tam w o wiele lepszym humorze i zagraliśmy jeden z najlepszych dotąd koncertów. Naprawdę, naprawdę świetny tłum porwał nas i zachowam go w pamięci na zawsze. Kilka grup naszych najbardziej oddanych fanów, którzy byli na tak wielu naszych koncertach, dało mi ten OGROMNY transparent, który miał małe podpisy, notki, wiadomości od fanów z całej Ameryki.... Zajebiście niesamowity podarunek! Dziękuję wam ludziska!

Wczorajszy otwarty koncert, dał się zapamiętać jako najgorętsze doświadczenie, gorętsze niż to w Cleveland... 110 stopni, dla ścisłości. Było nawet za gorąco, żeby nosić kurtkę, łaaa. Koncert graliśmy z LifeHouse, co było dziwne, wiedząc, że Sean tam był, ale wszystko było dobrze i oglądaliśmy swoje koncerty nawzajem z boku sceny. Przysięgam, myślałem, że umrę po 30 minutach od wejścia na scenę, z powodu tego głupiego gorąca. W ostatniej sekundzie naszej piosenki zamykającej koncert, dosłownie upuściłem mikrofon, pobiegłem jak szybko mogłem do naszego klimatyzowanego autobusu, zdzierając z siebie ubranie, wylałem wodę na głowę, szybko wklepałem kod do naszego autobusu, który brzmi : ...I'm not giving you the combo!" Myślicie, że jestem świrnięty? O.K. O.K. Jestem świrnięty, ale nie ważne! Otworzyłem drzwi i upadłem na nadal ubłoconą podłogę autobusu. Leżałem tam przez godzinę albo dwie albo trzy i.... oto jesteśmy. No więc teraz wszyscy jesteście zorientowani w temacie. Ta trasa była naprawdę extra jak do tej pory i nadal chcę to kontynuować.

Wkrótce nakręcimy nasz trzeci teledysk do następnego singla, którym będzie "Could It Be Any Harder". Więc miejmy nadzieję, że usłyszycie go w radiu w przyszłym miesiącu. Nie mogę się już tego doczekać! Tak więc, mam nadzieję, że zdobędziemy nagrodę na Teen Choice Awards... odwaliliście kawał dobrej roboty, głosując na nas bez względu na wszystko więc jestem wam coś winien. Jeśli zobaczycie Dino na koncercie, dajcie mu hamburgera. Do następnego razu!

Love, Peace, i podpisy, bez względu na to, jak zajebiście jestem zmęczony,

Alex Bandinski