23 sierpnia 2002


WAAAAAZUP!! Cześć wszystkim! Wiem, wiem, kolejny bardzo spóźniony pamiętnik z trasy wreszcie tu jest. Jak bardzo szalona była ta trasa! Jesteśmy teraz w drodze do domu, wreszcie, na prawie miesiąc, co będzie dla nas - koncertowych weteranów - dobrym lekarstwem. Mam wam do opowiedzenia mnóstwo ekscytujących rzeczy. Ostatnie kilka tygodni, były pełne szaleństw, więc wróćmy do tego, na czym skończyliśmy.

Ostatni tydzień lipca był dla mnie wypełniony lotami tam i z powrotem, z domu na trasę, i było pewne, że będzie pełen korków i przeszukiwań na lotnisku. Po krótkiej wycieczce do domu 22 lipca na 24 godziny, na ważne przyjęcie, w którym musiałem uczestniczyć, przyleciałem z powrotem do Salt Lake City na nasz koncert. Przysięgam, że nigdy nie wsiadłem do samolotu, zanim nie przeszukano mnie milion razy, więc byłem na to gotowy. Na lotnisku stała przede mną miła starsza para, nękana przeszukiwaniami, zaraz przed tym jak mieliśmy wsiąść do samolotu. Wiem, że 80-letni Amerykanie są głównymi podejrzanymi o terroryzm i wszystko co z nim związane, ale dajcie spokój! Tak więc debilny ochroniarz, kazał im zdjąć buty i zabrał się do przeszukiwania torby dziadka. W momencie kiedy ten pusty łeb ją otworzył, zobaczył, że jest przepełniona pieluchami, a dziadek wyglądał na przerażonego zakłopotaniem. Ochroniarz zdawał się mówić: "Gdzie jest dziecko? Ha, Gdzie jest dziecko?". O.K. Albo ten gość był zajebistym palantem (fiutem), albo kompletnym idiotą. Tak czy inaczej, te wszystkie przeszukiwania są najazdem na prywatność na najwyższym poziomie, ale oczywiście w naszym świecie niestety całkowicie konieczne.

Słyszałem w wiadomościach, że jedna kobieta próbowała wsiąść do samolotu z dzieckiem i butelkami z mlekiem z jej własnych piersi. A ochroniarz, jak to zwykle robią ochroniarze, powiedział jej, że nie może wsiąść do samolotu, dopóki nie spróbuje łyka z każdej butelki, dając tym gwarancję, że substancja nie jest szkodliwa. Więc ta kobieta była zmuszona wypić jej WŁASNE MLEKO Z PIERSI! Ohyda! Znam tą ohydę z własnego doświadczenia, bo raz, kiedy byłem młodszy, dorastając w domu z dwoma małymi braćmi, przez przypadek wlałem takie mleko do płatków zbożowych i powiedzmy, że nie skończyło się to ciekawie!


Pomijając to, wróćmy do przeżycia z Salt Lake City. Świetnie było znów tam wrócić, po występie na Olimpiadzie na początku tego roku. Miejsce, w którym graliśmy było małe, ale wypełnione oczekującymi fanami, gotowymi dać czadu. Występ był zajebisty i praktycznie po raz pierwszy ktoś wszedł na scenę (first stage crasher). Ta fanka wskoczyła na scenę, by ze mną zatańczyć w środku koncertu i bardzo mi się to podobało. Ale chyba nie muszę mówić, że została wyrzucona przez ochronę, ale i tak to była fajna zabawa.

Następnego dnia musiałem lecieć znów do domu na sesję zdjęciową do Gap (Gap to bardzo znany w USA sklep z ciuchami - przyp.aut.). Tak właśnie, to nieprawdopodobne, ale jeszcze w tym roku zobaczycie moją twarz w reklamie Gap. Byłem naprawdę dumny, że wziąłem w tym udział, pomimo faktu, że moja stopa nigdy w życiu nie przekroczyła progu tego sklepu.

Następnego dnia znów poleciałem, tym razem do Hillsboro w stanie Oregon, na koncert w halach targowych. Dino powiedział mi, że dzień przed ich wolnym dniem w Hillsborough, on, Billy i Nate poszli do sklepu z książkami i urządzili sobie w sklepie jazz'owy występ. Kiedy ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę z tego kim oni są, zostali poproszeni o zagranie piosenek The Calling. Więc chłopcy zagrali "Wherever You Will Go" i "Adrienne" w stylu jazz. Nie muszę mówić, że nikt nie był z tego powodu szczęśliwy, ale oni mieli z tego ubaw. Następnego dnia, zaraz przed próbą dźwięku, chciałem znaleźć i znalazłem wiele stoisk z motocyklami. Powiedziałem "Wiecie czego potrzebuję? Małego rozmiaru ATV (All Terrain Vehicle - czterokołowce terenowe, przyp.aut.) na wszystkie występy w tej hali". Więc ja i cała brygada poszliśmy tam i kupiliśmy te pieprzone małe czterokołowe śmiertelne maszyny, by zabrać je ze sobą w trasę. Są oczywiście czerwone i świetnie pasują do schowka na bagaże w naszym autobusie. Dla niektórych z was może nie brzmi to ekscytująco, ale dla kogoś, kto dorastał w dużym mieście, takim jak Hollywood, ATV nie są czymś powszechnym. Mieliśmy na tym punkcie świra. Przed koncertem Billy przelatywał nimi nad miejscem dla publiczności z krzykiem i entuzjazmem.

Występ był świetny, dopóki mój odjechany, zdechły mózg, nie wymyślił zdania: "Dobrze jest grać w naszym rodzinnym stanie Kalifornia". Kurde! Debilu! Jesteś w stanie Oregon idioto! Lubię mruczeć pod nosem więc na szczęście nikt tego nie słyszał... oczywiście teraz wszyscy wiecie, więc...

Tego samego wieczoru, tylko później, kiedy śpiewałem, jeden fan krzyknął "Moja była dziewczyna miała na imię Adrienne i wyrolowała mnie". Więc powiedziałem : pozwól mi do niej zadzwonić i powiedzieć jak się czujesz. Więc zostawiłem jej na sekretarce zabawną wiadomość, że była do kitu i powinna posłuchać piosenki nr 6 na naszej płycie, by dowiedzieć się co czuje w stosunku do niej teraz jej były. To było wredne, ale diabelsko cudowne.

Zanim wyjechaliśmy, zauważyłem duży oświetlony napis przy wejściu do hali, który mówił : "The Calling o 8-ej a konkurencja siłaczy (przeciąganie ciężarówek) o 7-ej". Nie, pomyślałem, tak nie może być, muszę wsiąść na mój nowy ATV i zmienić ten napis. Kiedy odjeżdżaliśmy mogłem podziwiać moje dzieło i nagrać na video ten napis, który teraz brzmi, napisany wielkimi literami : "THE CALLING ALFONSY I PROSTYTUTKI" (pimp's and ho's - to impreza na którą goście przychodzą przebrani za alfonsów i prostytutki, przyp.aut.). Nie pytajcie.

Później pojechaliąmy do Kalifornii, zaczynając od Santa Rosa. Na występie pojawiła się prawdziwa fanka, jedna z pierwszych, które przyszły na nasz koncert, i świetnie było ją zobaczyć po przeszło roku. Shannon, twoje prezenty są świetne, a Alex Land to arcydzieło! Koncert był świetny, a ja nawet się przebrałem, pochodziłem sobie po hali targowej i pozwoliłem sobie na faworki i corn dogi (to wysmażone hot dogi, polane masłem kukurydzianym podawane na patyku - przyp.aut.) (gwarantowany ból brzucha). We Fresno był dziwny występ, ale nadal fajny. To był wielki radiowy koncert, który graliśmy z kilkoma innymi grupami w wielkiej altanie ogrodowej. Jedynym problemem była wielkość tłumu w porównaniu z wielkością miejsca. Wyrzucono mi ma scenę dużo fajnych rzeczy, a nawet znów kolejna fanka weszła do nas. Była bardzo ładna, więc za wszelką cenę próbowaliśmy ją zatrzymać na scenie. Kiedy ochrona wparowała, żeby ją wyprowadzić, Billy i Aaron zablokowali ich, by nie mogli wejść. Niestety nie podziałało, ale próbowaliśmy!

W San Francisco było super. Graliśmy w małym klubie, ale bilety były wysprzedane. O jedną przecznicę dalej od autobusu i miejsca gdzie graliśmy, odbywała się przez cały dzień wielka parada gejów o nazwie "Up Your Alley". Tak więc wszyscy ci łysogłowi pół-nadzy faceci z pośladkami totalnie na wierzchu, przechodzili przez autobus. To było ohydne, ale oni dobrze się bawili, więc wszystko jedno! Jedna fanka z Azji, wygrała konkurs i została wysłana, żeby zobaczyć nasz koncert. Moi ludzie szukali jej przez bardzo długi czas, ale jej nie znaleźli. Tak więc nie spotkaliśmy się. Przykro mi! Przebyłaś tak długą drogę a ja naprawdę pragnąłem cię zobaczyć! Wynagrodzimy ci to, kiedy przyjedziemy do twojego kraju!

Przez całą naszą trasę, San Francisco było jedynym miejscem, gdzie nie mogłem rozdać autografów po występie, bo musiałem od razu wskoczyć w samolot i lecieć z powrotem do Los Angeles. Tym razem zrobiłem to dla Cosmo Girl Calendar, które sponsorowało akcję anty-narkotykową. Bardzo chciałem wziąć w tym udział i pomóc, więc to była dla mnie przyjemność. Znów zobaczyłem Enrique Iglesiasa i kupę innych gwiazd. Wszystko to fotografował jeden z najbardziej znanych fotografów na świecie - Herb Ritts. Robił zdjęcia prawie wszystkim wielkim gwiazdom na ziemi, więc byłem trochę podenerwowany przebywaniem w jego towarzystwie. Myślę, że zdjęcia wyjdą super.

Następnego dnia poleciałem do Boulder w Kolorado, by zagrać w Fox Theatre. Dlaczego gramy w mieście studenckim, kiedy nikt tam nie studiuje? Występ był świetny, pomimo faktu, że nie polubili nas ludzie z ulicy. Kiedy Billy wyszedł z autobusu, jeden z tych małych skate'ów powiedział :"Pierdol się, pierdolony chłopaczku z boys-bandu". Billy podszedł do niego, jak na scenie z filmu i wyzwał ich na pojedynek. Powiedział, że zrobi każdą z ich sztuczek na desce dziesięć razy lepiej niż oni, a kiedy wygra, oni natychmiast się rozejdą z głupimi minami. Oczywiście Billy ich pokonał na desce, a skate'ci odeszli ze zwieszonymi nisko głowami.

W sklepie muzycznym mieliśmy złą opinię, a sprzedawcy nam przeszkadzali. Kto do cholery myśli, że jesteśmy boys-bandem? Kto może napisać o nas tak okropny artykuł, jeśli nigdy nie słyszał naszej płyty, albo nie widział nas na żywo? Dlatego, że byliśmy w TRL? Pierdolony Linkin Park był puszczany w TRL! A kim oni są? To po prostu mnie wkurza.


Pomijając to, w Sidney było odjazdowo. Znaleźliśmy skocznie dla naszych ATV, ale znajdowały się one po środku wielkiej zagrody dla krów, całej pokrytej gównem. Więc wsiadłem na tył mojego pojazdu z przewiązaną przez nos i usta chustką z Billy'm jako kierowcą. Jego nogi wisiały na kierownicy, kiedy gówna latały w powietrzu w momencie gdy jechaliśmy. OSTRZEŻENIE: Nie skaczcie na dziecięcym ATV z dwoma osobami na pokładzie, z gównem na ziemi, jeśli nie chcecie mieć krowiego placka na twarzy jako obiadu... Tak! To prawda, jadłem je, więcej niż raz. Ale żyję! Dziękuję słodki Jezu!

Na targowisku jeden dziadek miał stoisko, gdzie sprzedawał swoje pędzone w domu korzenne piwo. Wszyscy jesteśmy fanami korzennego piwa, więc kupiliśśmy od niego wszystko. Teraz nasza lodówka w autobusie jest pełna "korzennego piwa dziadziusia". Następnego dnia pojechaliśmy z Kolorado do Denver na koncert. Wszystko poszło gładko. Kolejnego dnia przybyliśmy do starego dobrego Rock Springs w Wyoming, albo "wohmin", jako to wymawia Billy. Jego mama się tam urodziła, więc stał się jednym z miejscowych. To był naprawdę fajny dzień. Poszliśmy na wielkie stoisko łowieckie wielkości centrum handlowego. Wyglądało ohydnie z tymi wszystkimi głowami zabitych zwierząt na ścianach, kaczkami i bronią, bronią i jeszcze raz bronią. Czy potrzebujecie może AK47, by zastrzelić kaczkę? No nie wiem.

Chłopcy dumnie nosili kapelusze z Wyoming tego wieczoru. Ja i Billy znaleźliśmy trasę motocross'ową i praktycznie pozabijaliśmy się skacząc, kiedy Billy krzyczał "Kocham Złoto!! Czyż to nie dziwne!?!" Przejeżdżaliśmy przez tą trasę 5 mil na godzinę... jak roller coaster, który raz pędzi powoli do góry, później na łeb na szyję spada w dół. Wyglądaliśmy jak rodem z filmu "Głupi i głupszy". Myśleliśmy, że jesteśmy najlepsi, dopóki nie przyszedł jakiś czterolatek i, bez kitu, skakał ponad nami.

Na tym targu, obok sceny był też obślizgły staw, a Aaron zadecydował, że chce złowić rybę. Poszedł i kupił tą trafnie nazwaną "Dino - Dinozaur" purpurową dziecięcą wędkę i złowił wstrętną śmierdzącą rybę. Nie zjadł jej, co było prawdopodobnie całkiem trafną decyzją.

Tego wieczoru koncert był naprawdę bardzo dobry. Tłum był totalnie zajebisty! Były nawet dziewczyny, które się przed nami rozbierały... ale, ach, nie patrzyłem :) Tej nocy wyrzucono nam na scenę ponad sześć staników i był moment, że kiedy się odwróciłem, zobaczyłem jak Nate nosi jeden na klatce a leopard na głowie. Aaron, tak jak Billy i Dino, miał jeden zawieszony na szyjce od gitary. Co za czubki! Tak czy inaczej, polecieliśmy z powrotem na trzy dni do Los Angeles, by nakręcić nasz trzeci teledysk i iść na super-gówniane Teen Choice Awards. Co to była za kupa gówna, przepraszam, że to mówię. Byliśmy nominowani ponad cztery razy, jak nikt, a zgadnijcie co się stało kiedy wygraliśmy w kategorii "Najlepsza Piosenka Rockowa" ?... nic. Żadnego "a zwycięzcą jest..." Żadnego "Chciałbym podziękować..." Tylko "och, a tak przy okazji, The Calling zwyciężyło w kategorii najlepsza piosenka rockowa,... a wracając do..." Przepraszam, ale to nic, tylko kupa gówna. Ale zaraz, nadal jesteśmy zwycięzcami, i nikomu innemu nie dziękuję, tylko wam. Dziękuję wam bardzo za to, że głosowaliście na nas! Nawet jeśli to rozdanie nagród samo w sobie przyprawiało mnie o wymioty, jestem dumny, że wygraliśmy. Szczerze, to tego dnia, byliśmy małymi rybkami w morzu rekinów, tak więc nie jestem zdziwiony.


To było zabawne, bo ja i Aaron zaczęliśmy uświadamiać sobie, że zwycięzcy każdej kategorii, byli jedynymi z tej kategorii, więc kiedy zapowiedziano nagrodę dla najlepszej miłosnej piosenki, Aaron objął moje ramię mówiąc "Ta nagroda jest już w całości nasza!". A oni powiedzieli " a zwycięzcami są... The Calling! (Duży aplauz i jakieś krzyki) ... i Enrique Iglesias! (Ogłupiająco głośne krzyki, gigantyczny aplauz, poczucie klęski) ... i Ashanti! (ogłuszająco świdrujące krzyki, krwawienie z nosa, ręce czerwone od klaskania, silne uczucie kompletnego zniszczenia, uśmiech do wyrzucenia) ... Tak więc, nie muszę mówić, że jestem poruszony tym, że zaszliśmy tak daleko. To był rozrywkowy wieczór. Nagrywanie teledysku było super i, co dziwne, bardzo łatwe. Kręcono nas tylko przez jeden dzień, a cała reszta, została nakręcona następnego dnia bez nas, więc wszystko poszło całkiem szybko. Myślę, że całość będzie śliczna. Nasz występ ma miejsce w studio nagraniowym i rozgrywa się na planie historii jednej dziewczyny i ciężkich przeżyć w jej życiu. Możecie zobaczyć jej dorastanie w różnym wieku, cierpienie z powodu utraty czegoś co nie będzie oczywiste, ale zrozumiecie. Jest jeszcze wiele do opowiedzenia o tej historii, ale nie chcę zdradzić wszystkiego. To będzie bardzo głęboki klip do mojej ulubionej i najbardziej dołującej piosenki na płycie. Chociaż myślę, że reszta naszych piosenek raczej podnosi na duchu. Już nie mogę się doczekać kiedy zobaczę ten teledysk! Och, i Aaron wymyślił całą tą historię do teledysku, więc jesteśmy w to całkiem zaangażowani.

Pojechaliśmy do Lawrence w Kansas by następnego wieczoru zagrać koncert. Tak właśnie, kolejne studenckie miasto... Co u licha? Ale i tak lubię to miasto. Mili ludzie, jest czysto, dobre stoiska z używaną odzieżą i dobre żarcie. Występ był fajny, ale scena była tak mała, że próbowałem robić wszystko by nie spaść w tłum. Ale gdybym spadł, to potraktowalibyście mnie dobrze, prawda?

Sioux Falls w Południowej Dakocie była dobrym przystankiem w naszej trasie. Coś dużo hal targowych na tej trasie... i gorące, gorące, gorące występy w spiekocie słońca. Graliśmy w Grand Island w Nowej Anglii i, kilka minut po naszym występie, przez miasto przeszło tornado. Więc siedzieliśmy zamknięci przez kilka godzin, dopóki burza nie przeszła... a wszystko co było do jedzenia przez cały dzień to "Wendy"...NIE!!!!
<,p>

W gruncie rzeczy to ta trasa była "Subway all the way, every day Listen to what I say, or you'll pay
Why don't I eat some hay?
I just may, what do you say?
Rrrrright...

Columbia w Missouri była interesująca. Kolejne studenckie miasto. Wszystko co mogę powiedzieć to to, że dzięki Bogu wy - fani - byliście tam, żeby nam pomóc. Mój wieloletni przyjaciel Jethro przyszedł tego dnia, by spędzić z nami resztę trasy. Jest niesamowitym fotografem i filmował każdą śmieszną sekundę każdego dnia na przyszłe DVD czy coś takiego. Przeprowadzał nawet wywiady z wieloma fanami i, uwierzcie mi, że na tej kasecie jest kilka najbardziej odjechanych zabawnych momentów... daliście czadu!

Następnego dnia pojechaliśmy do Adrian w stanie Michigan, by zagrać kolejny koncert. To był fantastyczny występ, pomimo deszczu, przez który koncert został prawie przerwany. Tłum był tego wieczoru świetny, ale ochrona nie pozwoliła nikomu wejść na scenę, więc ja zeskoczyłem w błoto by dotrzeć do nich i dostarczyć im odrobiny szaleństwa. Jakaś dziewczyna zerwała jedną bransoletkę z mojej ręki i zabrała ją sobie. Tego samego wieczoru, tylko później, jakaś inna dziewczyna przyniosła mi z powrotem tą samą bransoletkę, więc wszystko było ok. Fajnie było grać w mieście, którego nazwa jest taka sama jak tytuł jednej z naszych piosenek, chociaż po tym jak im ją zadedykowałem, uświadomiłem sobie, że słowa z tej piosenki niezbyt mile się odnoszą do tego miasta : "Adrienne, powinienem cię zostawić... itp.". Ale wszystko w dobrej wierze.

Miło było znów wrócić do Pittsburgh po tak długim czasie. Plusem było to, że mieliśmy tam jeden dzień wolnego. Metro (Jethro) i ja obejrzeliśmy największą kupę gówna, czyli film o nazwie "XXX". To było jak gówniane Mission Impossible, nie polecam tego. Pittsburgh to piękne miasto i tego dnia mieliśmy tam fanów z całego kraju. Niestety byłem trochę nieswój i mieliśmy techniczne problemy tego wieczoru. Próbowałem wyjść i rozdawać ludziom autografy mimo, że nie czułem się dobrze, więc przepraszam każdego, kto dostawał świra od tego czekania. O tak, tego samego wieczoru, tylko, że wcześniej, poszliśmy do małej restauracji sushi, by zjeść obiad i zostaliśmy zauważeni przez stolik ludzi z Tajwanu. Nawiązywaliśmy różne kontakty, ale nigdy z Tajwańczykami. Tak więc Metro powiedział im, żeby zaśpiewali tam w restauracji, WYWG bardzo głośno, by mógł ich nakręcić na video. "So ratery, been rondrin" (zamiast "so lately, been wondering"). Byli tacy fajni i słodcy i odwalili kawał dobrej roboty. Wiem, że śpiewając cokolwiek w ich języku, też bym to spieprzył.

Louisville w Kentucky, to była podróż. Graliśmy na tym football'owym boisku Astroturf, a scena była oddalona od miejsc siedzących, gdzie była publiczność, o jakieś sto stóp. Miałem naprawdę długi wybieg, który zmierzał ku publiczności, ale były tam w dole schody o wysokości 15 stóp a potem kolejne, biegnące w górę do miejsc siedzących. Było około +100 stopni i 100% wilgotności powietrza, co mnie po prostu zabijało. Odwołuję te wszystkie opowieści, kiedy mówiłem, że było gorąco jak nigdy, bo tego wieczoru nie dało się wytrzymać i każdego to wykańczało. Byłem spocony od stóp do głów i próbowałem nie wyparować i nie paść trupem. Pod koniec występu, zdecydowałem, że powinienem zbiec w dół, później wbiec na górę do tłumu, potem przebiec pośród wszystkich fanów, zbiec w dół na drugą stronę, potem wbiec na górę na wybieg i wrócić na scenę. Brzmi prosto? Brzmiałoby, gdyby po drugiej stronie widowni, były schody. Ale niestety ich nie było. Więc po prostu skoczyłem. Jakieś 15 stóp w dół, ponad bramą, ponad wejściem na boisko, prosto na glebę. O mało nie złamałem karku, ale przeżyłem, żeby opowiedzieć wam tę powiastkę.

Nasz przedostatni finałowy występ miał miejsce w Oxfordzie w stanie Ohio. Graliśmy pośrodku collegu, w nocy, w parku, na rozpoczęcie roku szkolnego. Dużo picia, wrzasku, i fajnych kobiecych stowarzyszeń. Dino pokazał się w swojej kurtce ze sztucznego futra, bez koszulki, i stał się "The Dino", Włoskim ogierem. Jak następnym razem go zobaczycie, proście o rozmowę z The Dino. Nie pożałujecie.

Nie spaliśmy tej nocy i pojechaliśmy prosto na lotnisko, by polecieć na ostatni koncert tej trasy, ale nasz pierwszy w Seattle (Washington). Pomimo zmęczenia, bez snu od dwóch dni, jedząc tylko jakieś mięsne substancje wypełniające chleb zwany "fun clam", ten koncert poszedł bardzo dobrze. To był wielki radiowy występ z tymi wszystkimi ludźmi, z którymi regularnie tak wiele razy graliśmy... Michelle Branch, O-Town, Shaggy, Avril Lavigne (GORĄCA!), i ... P.Diddy! Hej! Śpiewajmy wszyscy! "To Diddy, to Diddy". Naprawdę nie wiem jak on się tu dostał. Pojawił się nawet Nick Carter i okazał się zadziwiająco miłym gościem, wbrew tym gównianym plotkom, których się o nim nasłuchałem.

Tak więc dotarliśmy. Jestem teraz w samolocie powrotnym do domu. Prawie byśmy do niego nie wsiedli, ale pozwólcie, że wam o tym opowiem. Dzisiaj rano lot okazał się koszmarem z powodu ochrony, bla, bla, bla. Przypadkowo pojawiły się z nikąd nowe reguły. "Przykro mi proszę pana, ale nie może pan dziś wnieść swojej gitary jako bagażu podręcznego".
"Ach tak, a może jutro?"
"Proszę się ze mną nie drażnić."

Bez zagłębiania się w szczegóły, zostaliśmy prawie wyrzuceni z lotniska za kłótnie i ... drażnienie się? Tak więc teraz, podczas tego lotu do domu, nasze pieprzone granice wytrzymałości, były znów wystawione na próbę, kiedy powiedzieli, że Aaron ma o jeden bagaż podręczny za dużo. By skrócić tą opowieść, po długich i ciężkich kłótniach, wpadliśmy na pomysł, żeby wsadzić dwa wielkie bagaże podręczne w jedną wielką plastikową torbę Alaska Airlines, i stworzyć JEDEN BAGAŻ PODRĘCZNY! Czy uwierzycie, że to podziałało?

Brakowało mi już snu/śmiechu/głupot/złości/niekontrolowanego zachowania i słów "to bzdura", które wychodziły ze mnie, kiedy wreszcie przeszliśmy przez to wszystko.

"UH AH! Nie, przeszliście! Wracaj tutaj! Nikt nie będzie na mnie klął, biały chłopcze! Ochrona! Chcę, żeby usunięto go z lotniska!"

Powiedziałem "Proszę panią, ściślej mówiąc, przeklinałem sytuację, nie panią, a to jest moje święte prawo, dziękuję bardzo, do widzenia". I dalej sobie poszedłem.


Nie jestem palantem, ani nie mam problemów ze specjalnymi przeszukiwaniami, bo znów zdajemy sobie sprawę, że ich potrzebujemy, ale to wszystko staje się coraz bardziej głupie i niezorganizowane. To znaczy, kilka minut wcześniej Billy mył sobie zęby na ulicy, kiedy sprawdzaliśmy nasze bagaże, jak każda inna normalna osoba (?) i praktycznie dostaliśmy za to mandat. Czy człowiek już nie może mieć czystych zębów? Bóg jeden wie jak dużo osadu nagromadziło się na tych złych chłopcach. Dzięki Bogu to wszystko się już skończyło, jak na razie, i udało nam się.


Ostatnio zauważyłem, że naszą stronę w każdej sekundzie odwiedzają ludzie z całego świata i wszystkie inne strony poświęcających się dla nas fanów (gratulacje dla Joy za zwycięstwo w konkursie na najlepszš stronę! Miło było cię zobaczyć! Odwalacie świetną robotę, informując o wszystkim ludzi z drugiego końca świata. Nagroda z pewnością wędruje do Katie Raskin za informatora i fana The Calling nr 1. Kiedy widziałem się z nią w Pittsburgh, gdy zadała mi wszystkie pytania, na które każdy wręcz pragnął znać odpowiedź i dała mi ponad 20 stron z pozdrowieniami od was, to naprawdę sprawiło, że mój dzień był świetny. By być całkiem szczery, niektóre na niektórych występach na tej trasie było mało publiczności dlatego, że A) nie mieliśmy tam w danym momencie żadnej piosenki w radiu, więc nie było promocyjnych występów, i B) cały ten przemysł trasowy działa teraz do dupy. Jednak ludzie, którzy przychodzą na koncerty, są najbardziej niesamowitymi fanami jakich widzieliśmy do tej pory. Chodzi mi o naprawdę, naprawdę oddanych ludzi, którzy przychodzą i wypełniają czasem na wpół pusty klub, wyrazami miłości, i to naprawdę nie ma znaczenia, że są nieliczni. Mam na przykład na myśli tę grupę 7 dziewczyn, które były na 26 koncertach przez ostatnie kilka miesięcy! To były najbardziej ekscytujące i pełne fanów występy, jakie dało The Calling do tej pory.

Otrzymałem również przez ostatni miesiąc kilka niesamowitych prezentów. Wiele książek z listami, z wierszami, zdjęciami oprawionymi w ramki collage'ami od Street Team'u z Nowego Jorku (dziękuję wam), fantastycznymi rysunkami i wieloma bransoletkami. Otrzymałem nawet bardzo unikalny prezent, którym był łańcuch długi na przynajmniej 30 stóp, zrobiony z połączonego papieru, którego każda część miała imiona fanów i informacje z całego świata. To był naprawdę świetny prezent. Dzięki!

O tak, otrzymałem również mnóstwo szczoteczek do zębów i nici dentystycznych i na początku zastanawiałem się co chcecie mi przez to powiedzieć? Może powinienem je dać Billemu? Ale wy, lojalni czytelnicy Tour Diary, daliście mi znak, że chcecie zastąpić nimi tę szczoteczkę, która nie tak dawno utonęła w toalecie. Dziękuję wam wszystkim!

Tak więc, jak to już wcześniej mówiłem, praktycznie jesteśmy w domu i to naprawdę będzie extra. Mogę wreszcie zjeść prawdziwe żarcie, co jest dobrym pomysłem. Mogę wreszcie zobaczyć moje koty, które teraz praktycznie mnie nienawidzą. Mogę spędzić trochę czasu z moją rodziną i moją laską. Mogę jeździć moim prawdziwym samochodem, co jest dla mnie frajdą, po tak długim czasie, kiedy ktoś mnie w kółko woził i po jeździe na 6-cio letnim ATV. Aaron i ja napiszemy razem parę nowych piosenek. I możemy odpocząć!

Nie powiem wszystkiego, ale 14-go września uderzamy do Niemiec i do 6 innych krajów w Europie włączając Anglię. Zaraz stamtąd jedziemy do Meksyku i Brazylii na tydzień i już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę te kraje! Po tej trzy i pół tygodniowej trasie, będziemy oczywiście... proszę o bębenki.... koncertować! Po Stanach.

"Could It Be Any Harder" wychodzi w tym tygodniu w Adult radio (na początek) na cały kraj, więc proszę dzwońcie do lokalnych stacji i proście o nią! Wiem, że większość z was ma już to nagranie, ale to jest nasza ostatnia szansa, żeby zrobić wrażenie i myślę, że z tą piosenką się to uda... Ale nie bez waszej pomocy. Nasza kariera i przyszłość spoczywa w waszych rękach a my potrzebujemy waszego wsparcia. Mam nadzieję, że zobaczycie klip w TRL w przyszłym miesiącu, ale obiecuję, że zobaczycie to pierwsi, zanim go zobaczy ktoś inny.


W każdym razie teraz wypoczywamy w domu. 28 dni nic - nie robienia. To znaczy zawsze jest coś do zrobienia, jak już wiecie. Zawsze pojawia się coś na horyzoncie lub wyskakuje niespodziewanie. Jakieś koncerty tu, jakieś występy w TV tam... Tak, to ciężkie życie :) Czasami takie jest. Ale wiecie co? Korzystam z życia i chcę go jeszcze więcej.


Do następnego razu kochani! Uważajcie na siebie i nie ulegajcie sile "Amerykańskiego Idola!!!" Kochamy was! Dziękujemy za kolejną świetną trasę i do zobaczenia wkrótce!

Peace out,

'Lil Al